Salezjańska jałmużna wielkopostna na pomoc służbie zdrowia w walce z koronawirusem

Co roku nasza salezjańska wspólnota zakonna, posługująca w parafii Świętej Rodziny w Pile, na początku Wielkiego Postu podejmuje wspólnotowe postanowienia. Jednym z tych postanowień jest rezygnacja z czegoś, by potem zaoszczędzone pieniądze odkładane, jako jałmużna wielkopostna, przeznaczyć na jakiś dobry cel nie związany z naszym dziełem.
Tak było i w tym roku. Podjęliśmy nasze wielkopostne postanowienia i odkładaliśmy zaoszczędzone pieniądze na jakiś cel. Na początku tym celem była pomoc ubogim dzieciom i młodzieży np. przez zakup posiłków. Ale dziś, kiedy Wielki Post dobiega końca, a świat walczy z koronawirusem, postanowiliśmy zebraną jałmużnę przeznaczyć na inny cel, na pomoc służbie zdrowia, która jest na pierwszej linii walki z epidemią. Zakupiliśmy 500 maseczek trzywarstwowych, z których już 400 przekazaliśmy do Szpitala Specjalistycznego im. St. Staszica w Pile. Zamówiliśmy również 50 fartuchów i czepków ochronnych, które przekażemy do pobliskiej przychodni rodzinnej.
Czy to dużo? Kropla w morzu potrzeb. Ale uznaliśmy, że tak trzeba. Z nadzieją, że ludzi dobrej woli nie zabraknie i dając niewiele, tak naprawdę dadzą bardzo dużo. Piękną puentą tej historii i zaproszenia do dzielenia się jałmużną wielkopostną, w tym ze służbą zdrowia, niech będzie opowiastka Bruno Ferrero. Pisarz pisze o dziecku, które stało na brzegu morza, gdzie było tysiące ryb wyrzuconych przez wodę. Chłopiec ten brał z plaży ryba po rybie i wrzucał je z powrotem do wody. Na pytanie, czemu to robi skoro wszystkim rybom nie pomoże, on wziął kolejną i powiedział: „Może nie pomogę wszystkim, ale ta przeżyje” i wrzucił ją do morza.
Może nasza, moja i twoja jałmużna, nie uratuje świata, ale jeśli będzie pomocą, pociechą, wsparciem dla choćby jednego człowieka… to warto.
[vifblike]