"... i że cię nie opuszczę aż do śmierci"

Mimo posuniętego wieku małżeństwem byli zaledwie dwa lata. Zmarli w odstępie kilkudziesięciu dni.

[fblike layout=”box_count” send=”true” action=”like” font=”verdana” colorscheme=”light”]

W poniedziałek, 17 sierpnia zmarła Anna Sanecka. Nie wytrzymała tęsknoty za mężem. Nieco ponad miesiąc wcześniej zmarł Tadeusz Sanecki, małżonek zmarłej.

Spędzili ze sobą pół wieku. Chociaż formalnie małżeństwem byli dopiero… od 2013 roku. Przysięgę małżeńską składali w kaplicy domu zakonnego. To był ślub o którym rozpisywały się gazety.

Ich historia dowodzi, że na ślub kościelny nigdy nie jest za późno. Zmarli, pojednani z Panem Bogiem. On rocznik 1934, wdowiec. Ona: 1931, panna. Na ślubnym kobiercu stanęli 21 marca 2013 r.

1 września 1973 roku Anna i Tadeusz stanęli przed urzędnikiem stanu cywilnego. Ślub kościelny z prawdziwego zdarzenia: z białą suknią, welonem i marszem Mendelsona, nie mógł się odbyć. Tadeusz Sanecki był żonaty. Wprawdzie dostał cywilny rozwód, jednak nie orzeknięto nieważności sakramentu, dlatego nie mógł po raz drugi ślubować przed ołtarzem.

Pan Tadeusz z byłą żoną nie utrzymywał żadnego kontaktu. W 2005 przyszedł do naszej kancelarii parafialnej, prosząc księdza aby sprawdził czy kobieta jeszcze żyje.

Ksiądz Janusz Zdolski próbował sprawdzić to w kilku urzędach. Okazało się, że pierwsza żona pana Tadeusza żyje, więc z punktu widzenia Kościoła katolickiego nie mógł on zawrzeć powtórnie małżeństwa.

Anna i Tadeusz byli białym małżeństwem, tzn. żyli jak brat z siostrą, nie współżyjąc. Dlatego mogli przyjmować komunię świętą. Państwu Saneckim myśl o życiu bez ślubu kościelnego spędzała jednak sen z powiek.

Na początku 2013 roku jeszcze raz przyszli do kancelarii. Prosili księdza Janusza, aby ponownie sprawdził czy była żona Tadeusza żyje. Tym razem urzędnicy poinformowali księdza, że kobieta zmarła. Pan Tadeusz mógł więc zawrzeć sakrament małżeństwa. Okazuje się, że mógł to zrobić już w 2004 roku. Dlaczego dopiero teraz dowiedział się, że była żona nie żyje? Przez przypadek i … błąd urzędników, którzy źle sprawdzili dokumenty.

Para rozpoczęła więc przygotowania do ślubu. I, jak w większości przypadków, były one pełne stresu.

— Przed ślubem byłam spięta i jednocześnie zadowolona, że nasze życie zaczyna układać się zgodnie z wolą Bożą — opowiadała wówczas o swoich emocjach śp. Anna Sanecka.

— Ja byłem tak zestresowany, że nie mogłem się nawet poprawnie podpisać – mówił pan Tadeusz. — Prawdopodobnie przy podpisywaniu dokumentów ślubnych postawiłem dwie litery „d” w moim imieniu — dodaje.

Nowożeńcy zgodnie jednak przyznawali, że przeżycia wewnętrzne podczas ślubu są nie do opisania.

— Czuję się jak nowo narodzona — opowiadała pani Ania. — Człowiek ma 79 lat, fizycznie coś tam boli, ale wewnętrznie czuję głęboką radość i spokój. Cieszę się, że nareszcie buduję życie z Bogiem.

Uroczystość zawarcia sakramentu małżeństwa, niemalże 40 lat po ślubie cywilnym, była skromna. Poza parą młodą uczestniczyło w niej jeszcze tylko dwóch świadków, fotograf i ksiądz.

Podczas ceremonii w oczach młodej pary rysowało się wielkie skupienie i przejęcie. W końcu padło sakramentalne „…i że Cię nie opuszczę, aż do śmierci”. Wtedy na twarzach państwa Saneckich pojawił się uśmiech.

— Biblia mówi, że co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela. I nie ważne kiedy złączył, bo dla Boga przecież czas nie istnieje — mówili zgodnie.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci! Niech odpoczywają w pokoju wiecznym! Amen.

[fancy_amp]

Ślub starszych osób Tadeusz i i Anna Saneccy Piła