Parafialne kukuryku

Z końcem stycznia pilscy salezjanie przestali korzystać z budzików. Ich rolę przejęło donośne, swojskie kukuryku. Zawsze około godziny 4.

[fblike layout=”box_count” send=”true” action=”like” font=”verdana” colorscheme=”light”]

Od dwóch tygodni na terenie kościoła mamy nowego lokatora. Nie wiadomo skąd pojawił się… kogut!

— Nie mam pojęcia, skąd w środku miasta pojawił się kogut. Widać, że to chyba jakieś pobożne ptaszysko, bo zadomowił się na dobre przy naszej plebanii — żartuje ks. Janusz Zdolski.

Za kurnik służą mu gałęzie świerku, na których nocuje. Za dnia maszeruje sobie po trawniku, albo przejdzie się kawałek dalej, na ulicę Kilińskiego. Zawsze jednak wraca na przykościelne tereny.

Lubi też przesiadywać na malutkim, ogrodzonym terenie pod oknami kancelarii. Z tego powodu współbracia nadali mu imię na cześć kanclerza parafii. Kogut wabi się Zdolsiu.

Kurak doczekał się nawet wspomnienia w powizytacyjnym protokole ks. radcy. (O wizytacji pisaliśmy tutaj»). Ks. Tadeusz Rozmus porównał go do psa Grigio, który niegdyś przypałętał się do księdza Bosko.