Przyjaciele wspominają śp. Marka Repińskiego

W środę pożegnaliśmy 26-letniego Marka Repińskiego, triathlonistę, naszego ministranta. W pogrzebie uczestniczyło bardzo wielu młodych: przyjaciół i znajomych zmarłego.

[fblike layout=”box_count” send=”true” action=”like” font=”verdana” colorscheme=”light”]

Mszę pożegnalną odprawiał dawny opiekun Liturgicznej Służby Ołtarza, ks. Henryk Łącki. Przy ołtarzu byli też ks. Zbigniew Hul – proboszcz naszej parafii, ks. Jerzy Worek – proboszcz i dyrektor szkół salezjańskich, ks. Piotr Pączkowski – obecny opiekun LSO, ks. Adam Popławski – sekretarz inspektorialny, ks. Sebastian Połoński z SSP i ks. Janusz Zdolski, który wygłosił kazanie.

Podczas pogrzebu przyjaciele zmarłego przybliżyli pokrótce jego sylwetkę. Poniżej publikujemy treść tego pożegnania.

[colored_box bgColor=”#e6e6e6″ textColor=”#050005″]

Nasz przyjaciel Marek, urodził i wychował się w Pile. Jako mały chłopiec został posłany do szkoły baletowej i muzycznej….szybko jednak zorientował się ze woli piłkę i wyrósł na prawdziwego mężczyznę.

Chodził do Szkoły Podstawowej nr 5 blisko swojego domu. Pochodził z rodziny katolickiej i zaraz po Pierwszej Komunii Świętej został ministrantem w tej parafii. Był bardzo obowiązkowy w chodzeniu na zbiórki ministranckie i dyżury w kościele. Wybrał gimnazjum i liceum salezjańskie w Pile, był zdolnym i przykładnym uczniem, który uczestniczył w wielu dodatkowych zajęciach. Poznał ludzi, z którymi złączyły go trwałe przyjaźnie. Brał udział w wielu turniejach sportowych, w piłce nożnej i biegach.

Zaczęły się pierwsze imprezy, później 18-tki, w których chętnie uczestniczył. Był radosny, miał nieprzeciętne poczucie humoru, dlatego wiele osób chciało przebywać w jego towarzystwie. Życie towarzyskie potrafił pogodzić z obowiązkami domowymi i przebywaniem z rodziną.

Zdał bezproblemowo maturę i zaczął studia w Poznaniu rozpoczynając najbardziej sielski etap swojego życia. Tam uczył się, bawił, dorósł i ukształtował. Nowe znajomości i przyjaźnie, imprezy, ale też wymagające studia i dodatkowe prace zarobkowe.

Wszystkie sukcesy zawdzięczał Bogu. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił po uzyskaniu tytułu inżyniera było pójście do kościoła i modlitwa.

Zawsze uwielbiał biegać: do autobusu, który woził go do szkoły, na tramwaj, który zawoził go na uczelnię. Był wierny swoim ideałom, które przekazane zostały mu przez Rodziców, których niesamowicie kochał.

Mimo wielu obowiązków zawsze znajdował czas dla swojej młodszej siostry, której pomagał jak przykładny starszy brat. Przepadał za kuchnią swojej mamy — zawsze w słoikach, przywoził zapasy jedzenia.

Wielką radość sprawiały mu rozmowy telefoniczne z rodzicami. Uwielbiał wspólne wyprawy na ryby z tatą. Jadąc na weekend do Piły często wspominał, że odwiedzi swoją starszą siostrę, jej męża i ich dzieci. Rozgrywał tam mnóstwo niezapomnianych meczów w piłkarzyki.

W Poznaniu zaczął chodzić do Salezjańskiego Duszpasterstwa Akademickiego. Tam uczestniczył w kursie tańca, spotkaniach modlitewnych i zabawach. Zdecydował się zamieszkać w Bursie Salezjańskiej, gdzie poznał ludzi do tańca i do różańca.

Fascynowało go lotnictwo — próbował swoich sił na paralotni, podczas studiów odbywał staż na lotnisku w Poznaniu. Jego marzeniem było zostanie pilotem, o mało nie został dęblińskim orłem.

Pod koniec studiów zamieszkał z kolegami z Bursy w wynajętym mieszkaniu. Na ostatnim roku znalazł pierwszą odpowiedzialną i wymagającą pracę, z której był zadowolony. Połączył obowiązki służbowe z napisaniem pracy magisterskiej. Szybko się w niej odnalazł zdobywając uznanie współpracowników.

Był świetnym mówcą, nie obawiał się występów przed większą liczbą osób Kochał przygody i podróże. Uczestniczył w wymarzonej wyprawie do Ameryki Południowej. Nawet tam zabrał Pismo Święte, z którym się nie rozstawał.

Drugi dom i szczęście odnalazł w Gdańsku. Nasz podróżnik zaczął pomału zapuszczać korzenie. Nigdy nie zapomniał o przyjaciołach. Bardzo cenił sobie pilskie i poznańskie spotkania. Wyznaczał sobie cele w życiu i konsekwentnie dążył do ich realizacji. Zafascynował się triathlonem i przygotowania do niego stały się jego pasją. W lipcu ukończył poznański triathlon.

Kochał życie jak nikt inny, nie bał się wyzwań i starał się pokonywać trudności losu z podniesionym czołem. Czerpał z każdego dnia pełnymi garściami tak jakby jutro miało nie nadejść. Kiedy był potrzebny służył pomocą, wierny swoim przekonaniom i ideałom. Cieszył się z tego, co miał, ale zawsze walczył o więcej. Smutek na twarzy był mu obcy i taki pozostanie w naszych sercach na zawsze.

Odszedł pozostawiając kochającą rodzinę, ukochaną, masę przyjaciół i znajomych. Był spoiwem, które zbliżało wiele osób i tak też jest dzisiaj.

Marek, zostaniesz na zawsze w naszych sercach.

[/colored_box] [titled_box title=”Msze święte za duszę śp. Marka Repińskiego” variation=”black”] W kościele Świętej Rodziny w Pile:

  • 27 sierpnia 2014 r. o godz. 6.00 – z ofiar na pogrzebie
  • 2 września 2014 r. o godz. 18.00 – od zarządu ADMA
  • 20 września 2014 r. o godz. 18.00 – od kolegów i koleżanek
  • 26 września 2014 r. o godz. 18.00 – od ministrantów
  • 28 września 2014 r. o godz. 18.00 – od Marii Gregulec z rodziną
  • 12 października 2014 r. o godz. 8.00 – od wychowawcy z liceum

W kościele św. Jana Bosko w Poznaniu:

  • 27 sierpnia 2014 r. o godz. 18.00 – od kolegów i koleżanek z DA
[/titled_box]