Pilski święty Jan Bosko

To dzięki niemu w latach ’80 przy kościele Świętej Rodziny gromadziły się tłumy młodzieżyMija już 20 lat od śmierci ks. Stanisława Olędzkiego – salezjanina, katechety, poety ale przede wszystkim tego, który kochał młodzież. A ona odwzajemniała jego miłość. Na czym polegał fenomen ks. Olędzkiego, że mimo represji ze strony ówczesnych władz, młodzież chętnie gromadziła się przy kościele?

Z krótkiego, 45-letniego życia ks. Olędzkiego, aż 12 lat przypadało na pracę przy parafii pw. Świętej Rodziny w Pile. –Można nazwać ks. Stanisława pilskim św. Janem Bosko, bo tak jak ten założyciel zgromadzenia salezjanów gromadził wokół siebie młodych, tak samo robił to ks. Stanisław w latach ’80, tylko nie we Włoszech, a w Pile. – mówi ks. Janusz Zdolski z parafii, przy której kiedyś pracował ks. Stanisław. Ks. Olędzki wrósł w pejzaż życia i tkankę tego miasta. Ta Piła była dla niego bardzo ważna. Dzisiaj „pokolenie ks. Olędzkiego” ma po 40-50 lat. I mimo upływu czasu, wspomnienia o nim są nadal żywe w pamięci jego byłych uczniów.

– Muszę powiedzieć, że dla mnie to był przede wszystkim taki bardzo dobry, ciepły człowiek, przyjaciel młodzieży. Po prostu takich ludzi się rzadko spotyka. W 100% był oddany młodzieży – krótko charakteryzuje ks. Olędzkiego Ewa Godzisz–Kozłowska, była uczennica LO „na Pola”, matura rocznik ‘83. Jej koleżanka ze szkolnej ławy, Lidia Zygmunt, wspomina radość, jaką miał w sobie ks. Olędzki: -Dużo śmiechu było na lekcjach religii. Dużo wolności w czasie socrealizmu, kiedy wszystko było takie siermiężne, a on nie. Ks. Stasiu był jak kolorowy wolny ptak, który rzeczywiście wnosił wolność i radość w serca młodych ludzi – mówi.

Te pamiętne lekcje religii…

skanowanie0004Ksiądz Stanisław poznawał młodzież między innymi przez katechizację. Wówczas lekcje religii były prowadzone w salce przy kościele. -I przychodzili ludzie, którzy chcieli na te lekcje przychodzić. Panował wyjątkowy klimat. Nawet jedną rzecz taką pamiętam, że do naszej klasy chodziło dwóch chłopaków, którzy byli zdeklarowani jako niewierzący i oni z nami na religię chodzili. Kto chciał przychodził – wspomina wyjątkowość katechez u ks. Olędzkiego jedna z byłych wychowanek i uczennic, Anna Woźna-Tyrka. I przychodzili. Z całej Piły. Dlaczego akurat do księdza Stanisława? –Bo on umiał słuchać. Nie było czegoś takiego, że był jakiś program nauczania religii, tylko każdy dzień przynosił tematy. My przychodziliśmy ze swoimi jakimiś frustracjami, czy jakimiś problemami i na tym polegały te lekcje, że on z nami rozmawiał – kontynuuje pani Ania.

Mariusz Skotnicki – także uczeń z I LO, mówi, że ks. Olędzki ze swoją katechezą był darem dla nich: -Niektórzy mieli takie problemy, że do dzisiaj mu zawdzięczają, że ścieżki życia im wyprostował. Taka dobra dusza. Lidia Zygmunt wspomina taką historię z katechezy: -On nas znał. On wiedział kto z kim chodzi. On wiedział kto ma chłopaka, kto nie. Pamiętam, że nasza koleżanka Gosia była wtedy ciężko zakochana w pewnym chłopaku. Ksiądz Olędzki też o tym wiedział. Zapytał się jej: „Gosiu powiedz czy ty kochasz tego twojego chłopaka”. Gośka: „Tak”. „A wyszła byś za niego?” Gośka: „No pewnie.” A ksiądz Olędzki: „A wyszła byś za niego, gdyby na przykład w wypadku stracił nogę?” Taka cisza zaległa. Gośka myślała, myślała i w końcu mówi: „Wie ksiądz co? No nie wiem”. A ksiądz Stasiu: „No, wiesz, gdybyś od razu powiedziała „nie” to okazałoby się że kochasz tylko jego nogę”. I na bazie takich historii zaczynał mówić katechezę na temat relacji damsko–męskich – mówi pani Lidia. Młodzież kochała go za taką pogodę ducha, za radość, za to że miał dla nas czas, za autentyczność. Ania Woźna Tyrka: – To co ja pamiętam, to to, że On miał niesamowite poczucie humoru. Kiedyś chłopcy z klasy pytali księdza Stanisława „dlaczego on się nie ożenił?”. A on żartobliwie mówi: „słuchajcie jak ja bym miał żonę to bym albo się rozpił, albo był rozwodnikiem”. „No, a jak długo by ksiądz wytrzymał z żoną?” On odpowiedział: „no tak do rana!”.

Foto 004…i spotkania piątkowe

Ksiądz Stanisław Olędzki zapoczątkował w parafii spotkania dla młodzieży w piątek, wieczorem. One zapadły im głęboko w pamięć. -To on chyba po raz pierwszy wprowadził do kościoła zaciemnienie, gitary, muzyka z magnetofonu, poezje księdza Twardowskiego. Są to takie rzeczy, które za jego czasu zaistniały w naszej parafii – od razu przychodzą na myśl o piątkowych spotkaniach Lidce Zygmunt. Anna Woźna–Tyrka tak wspomina te spotkania: -One nie były „zagadane”. Było dużo ciszy. To, co bardzo charakterystycznie robił, to mówił szeptem do mikrofonu. Ale ten szept był taki, że my to wszystko słyszeliśmy. Ja pamiętam takie sformułowanie jego, że jeżeli są jakieś pary, które się bardzo kochają, chcą się przytulać to bardzo proszę, możecie iść, usiąść w ostatniej ławce, ale żebyście wiedzieli co tutaj się dzieje. Tak strasznie szanował tą naszą wolność.

Oprócz spotkań piątkowych, ks. Olędzki zajął się również duszpasterstwem ludzi głuchoniemych. Prowadził także wspólnotę Neokatechumenalną. Mimo wielu innych obowiązków w parafii, zawsze poświęcał się przede wszystkim młodym. –U niego nie było czegoś takiego: „nie mam czasu, umówimy się później”. Nie! On był dla młodych 24 h na dobę: szliśmy do niego, kiedy mieliśmy problemy – mówi Mariusz Skotnicki.

Czerwony szalik i czerwone skarpetkiks. Stasiu 6

Ksiądz Olędzki był także „duszą artystyczną”. W prawdzie nie chodził z głową w chmurach, ale czasami – jak określają go byli uczniowie – był pół metra nad ziemią. Czerwony szalik wokół szyi, a na nogach czerwone skarpetki – to był znak rozpoznawczy ks. Olędzkiego. –On tak jakby w dwóch światach był. Jeden to chodzenie po ziemi, a drugi to jego poezja. I w niej są ukryte motywy pozaziemskie – mówi pan Mariusz. Pisał wiersze. Nie szczycił się swoją poezją. Dopiero rok przed śmiercią wydał swój pierwszy tomik „Testament przedostatni”. Rok temu ukazał się drugi tom „Testament ostatni”. -Ja powiem tak, że kiedy przeczytałam pierwszy tomik poezji to byłam zszokowana. Że tu się pokazała jakby druga twarz księdza Olędzkiego. Był człowiekiem radosnym, pogodnym, otwartym i nagle się okazało że te wiersze są refleksyjne i takie wręcz eschatologiczne. – charakteryzuje pani Lidka.

„Mama” na trudne chwile

Oprócz tego że był księdzem to nie można zapominać, że był człowiekiem. Gdy zmarła mu mama, podszedł do pewnej, znanej dobrze mu kobiety i powiedział, całując w ręce: „Teraz pani będzie moją mamą.” Potrzebował bliskości i wsparcia: -Wtedy, kiedy miał wszystkiego dość, kiedy miał kłody rzucane, przychodził do mnie, siadał i wyrzucał z siebie wszystko – wspomina „mama”. Miał swoje przypadłości, o których wszyscy wiedzieli, ale nikt nie mówił o tym głośno. Lidia Zygmunt: –Dla nas on był na tyle kochany, że jego słabość pozwalała go czytać jako bardzo ludzkiego. Widzieliśmy go jako tego, który też ma jakieś ułomności i mimo tego ma jakąś tam pogodę ducha. Bo myślę, że z tą chorobą nie było mu dobrze. I on miał świadomość tego – mówi. Natomiast Mariusz Skotnicki podsumowuje księdza Olędzkiego: -Najbardziej prawdziwy to był w dwóch momentach. Wtedy kiedy miał tą gębę roześmianą. A drugim to wtedy jak mu coś nie pasowało i może sobie nawet coś łyknął i łza mu się w oku zakręciła. I to był prawdziwy, najgłębszy ks. Olędzki.

skanowanie0003Wiedział, że umrze młodo…

W 1990 roku ksiądz Stanisław został przeniesiony do Kobylnicy. Z bólem serca opuszczał miasto, z którym bardzo się zżył. Tuż przed śmiercią przyjechał do „mamy” taksówką, ot odwiedzić. Nikt nie pomyślał, że było to pożegnalne spotkanie. Na katechezie też mówił, że „on wkrótce umrze”, ale nikt nie brał tego na serio – przecież każdy kiedyś umrze. Wreszcie pisał w swoim wierszu wymownie: „Tutaj/gdzie teraz jestem/mewy które umrą jesienią/w okresie dojrzewania”. 14 listopada 1991 roku, ksiądz Olędzki zmarł. Z tęsknoty za „swoimi młodymi” – jak mówili niektórzy. Cztery dni później, na pogrzebie zgromadziły się tłumy, jakich Kobylnica nie widziała. -Na pogrzebie zdałem sobie sprawę, że te tłumy ludzi nie są dlatego, że tak trzeba, że wypada, ale dlatego, ponieważ każdy ma jakiś dług do spłacenia, bo ks. Olędzki gdzieś tam w jakiś sposób jakimś słowem, gestem pomógł, przekazał tyle wspaniałych rzeczy – podsumowuje Mariusz Skotnicki.

P1010064

Zachęcamy wszystkich, którzy znali ks. Olędzkiego do pisania wspomnień z nim związanych i przesyłania ich na adres: wspomnienia@swietarodzina.pila.pl

+