Takim go zapamiętaliśmy. Wspomnienia o ks. Kazimierzu Lewandowskim cz. 1

Kochały go tłumy, on kochał młodych. W wielu sercach śp. Ks. Kazimierz Lewandowski pozostanie na zawsze. Publikujemy pierwszą część wspomnień o wspaniałym Kapłanie, Wujku, „Czarnym”.

nekrolog1

Swojego Wujka wspomina Rafał Chabowski:

„Dla mnie ks. Kazimierz Lewandowski był przede wszystkim wujkiem, bratem mojej mamy. Od kiedy sięgam pamięcią, gdy pojawiał się w domu, zawsze wywoływał radość. Obowiązki zakonne nie pozwalały mu zbyt często i zbyt długo być w domu, ale gdy tylko mógł, wpadał, choćby tylko na kawę czy obiad. Zawsze miło było zobaczyć wujka, gdy przyjeżdżał w święta, pamiętał o naszych osobistych świętach, jak imieniny, rocznice czy inne tego typu wydarzenia.

Ks. Kazimierz Lewandowski (58)-001Poza tym, zawsze dobrze się go słuchało. Mówił piękne kazania – może dlatego, że nie było w nich za wiele patosu. To były konkretne przykłady z życia. Te przykłady pociągały. Gdy zmarł brat wujka, Zbigniew, w parafii Wspomożenia Wiernych na os. Górnym w Pile wygłosił tak piękne kazanie, że po raz pierwszy od wielu lat płakałem na pogrzebie. Zresztą wiele razy mówił piękne kazania.

W ostatnim roku, od kiedy przebywam w parafii Świętej Trójcy w Czaplinku, nasze kontakty stały się nieco częstsze, mocniejsze. Wynikało to choćby z tego, że należeliśmy do jednego domu zakonnego. Mieliśmy kilka razy możliwość poważnie porozmawiać, m.in. na temat powołania. To właśnie wujek w ostatnim czasie szczególnie mi uświadomił, jak należy przeżywać swoje życie, by stać się zakonnikiem, Salezjaninem Księdza Bosko. Dwa tygodnie temu mieliśmy Kwartalny Dzień Skupienia w Rzepczynie, gdzie pracował, i wtedy zamieniłem z nim ostatnie zdania. Były proste, o powołaniu, o najważniejszych życiowych sprawach, ale też i błahe – o przygotowaniu kaplicy na adorację Najświętszego Sakramentu.

W niedzielę, gdy dowiedziałem się o zawale wujka, zaraz pojechaliśmy do Szczecina z rodziną, by zobaczyć wujka, dowiedzieć się o jego stan. Od tamtego czasu codziennie kontaktowałem się z rodziną, by mieć najświeższe informacje na temat jego zdrowia. Wiele razy prosiłem o modlitwę, i sam się modliłem za niego, o powrót do zdrowia, o to, by dalej mógł pracować.

Niestety, wola Boża była inna. Pan Bóg zabrał go w Wielkim Poście, w dzień Maryjny, na dodatek w moje 21 urodziny. Może to jakiś znak.

Dziękuję wszystkim za modlitwę o zdrowie, proszę o modlitwę o wieczne szczęście dla niego.

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…”
nekrolog1

Księdza Kazimierza wspomina siostrzenica Dorota Chabowska:

„Pamiętam jak dziś Jego dłonie na mojej głowie, modlił się, gorąco, błogosławił mnie na animatora Ruchu Światło-Życie. Chwilę później wręczał mi „duszka”, powiedział do mnie wtedy: „W końcu, młoda. Tak długo na to czekałem, jestem ciebie dumny!” I mocno mnie przytulił…

Takiego chcę Go zapamiętać: uśmiechnięty, rozmodlony i wpatrzony w Matkę Bożą Skrzatuską. Święty za życia. Każdy mógł zawsze na Niego liczyć, zawsze pomógł, zawsze wspierał. Był najlepszym Wujkiem na świecie, każde Jego odwiedziny dawały tyle radości… A teraz już nas nie odwiedzi…

Ks Kazimierz LewandowskiNie szczędził ostrych słów, gdy coś Mu się nie podobało. Lecz wszyscy szanowali Go za szczerość i kochali ten ochrypły głos, obojętnie, czy krzyczał, czy z miłością mówił, że „Wszystko będzie dobrze, dziecko; Pan Bóg wie, co robi”.

Młodzi Go kochali, nie tylko chłopcy z Jego domów wychowawczych, kochała Go cała młodzież, zwłaszcza oazowa. Był dla nich Ojcem, Dziadkiem, opoką, bohaterem.

Miałam kłopot? Chwytałam za telefon i dzwoniłam do Wujka. Zawsze znalazł czas, nigdy nie bagatelizował moich problemów, nawet, gdy były naprawdę głupie. Do kogo będę teraz dzwonić? Na kogo mogę liczyć tak, jak liczyłam na Niego? On był niesamowity i nigdy nie było i nie będzie drugiego takiego człowieka. Święty za życia, za to wszystko, co robił dla młodzieży. On ją kochał i nie mógł bez niej żyć. I niech ta młodzież nigdy Go nie zapomni…

Miłość wyrażał w dziwaczny sposób, ale ci, którzy Go znali o tym wiedzą. Zaciskał dłoń w pięść i uderzał w czoło. Chcę Go zapamiętać takiego: pełnego miłości, pomocnego, uśmiechniętego i w każdej chwili zdolnego dyskutować na każdy temat. Tak Go kochałam, ale nigdy tego nie powiedziałam. Mam nadzieję, że Jego serce czuło tą miłość, którą moje wysyłało w Jego stronę…”

nekrolog1

Wiersz pamięci Księdza Kazia, napisała Mira Karolewska z Ruchu Światło-Życie:

Śp.-Ksiądz-Kazimierz-Lewandowski-25Zapamiętany nie przez umysły, lecz sercem,
Bo serce niósł każdemu
I dobry humor,  i pouczenie,  i miłość
Tyle przecież zawdzięczamy Czarnemu…

Mnie nauczył kochać młodzież,
Szukać prawdy pod pozorami,
Choć na początku znajomości
Odczuwałam lęk przed Jego czytającymi w duszy spojrzeniami

Każdy zapamiętał go inaczej,
Bo to i jajko na głowie i spowiedź szczera
Piszę te słowa, by Go powspominać,
Jako zwykłego człowieka, nie bohatera

Bo za takim tęsknić będziemy,
Za  Jego słowami wskazującymi drogę,
Za „świeczką”, której niby nie lubił,
A jednak śpiewał z nami wielokrotnie…

Nie kończę tego wiersza,
Bo przecież Jego życie się nie skończyło,
Gdyż będzie owocować wielokrotnie
W życiu tych, których nauczył, co to Miłość.

Nie kończę wiersza
Bo życie dalej trwa i niesie nas na swej fali,
Niechaj więc płynie dalej tak,
Jakby cały czas z nami był Silver Metalic!
nekrolog1

Wspomnienie Sylwka Bokowskiego:

„…szczerze mówiąc trudno pogodzić się z faktem odejścia Ks. Kazimierza… o wiele za szybko Pan Jezus zapragnął mieć Ks. Kazia obok siebie… a może teraz Ks. Kazimierz będzie jeszcze bliżej nas? Myślę, że na pewno.

Miałem tą łaskę od Boga uczyć się od Ks. Kazia nie tylko jak być dobrym człowiekiem, ale także jak być dobrym wychowawcą, potrafiącym odnaleźć niejednokrotnie w trudnym i zagubionym wychowanku dobro, gdzieś tam ukryte pod zasłoną złych doświadczeń. Dziś, gdy nie mogę przebić się przez mur dzielący mnie od wychowanka, zastanawiam się co w tym momencie uczynił by Ks. Kaziu. W codziennej pracy wychowawczej staram się wplatać to wszystko co nauczyłem się od Ks. Kazimierza. To On nauczył mnie KOCHAĆ – NIEKOCHANYCH, dostrzec w nich DOBRO a nie tylko ZŁO, traktować ich jak CHŁOPCÓW a nie jak KRYMINALISTÓW.

Śp.-Ksiądz-Kazimierz-Lewandowski-20Do końca życia pamiętać będę także Msze Święte odprawiane przez Ks. Kazimierza. Każdego dnia w kaplicy w Trzcińcu mogłem uczestniczyć w przepięknej Eucharystii. Do dziś mam przed oczami niedużego, siwego Księdza, który w trakcie PRZEISTOCZENIA miał łzy w oczach. Niekiedy przez 5 minut wpatrywał się w Chrystusa, tak jakby z nim rozmawiał, tak jakby prosił Go o pomoc dla każdego chłopca z naszego Domu Młodzieży. To w tej kaplicy dojrzewała moja wiara. To tam doświadczałem żywego Chrystusa, który zstępował na ołtarz.

… 2 tygodnie temu rozmawialiśmy przez telefon, zapraszał do Rzepczyna. Pod koniec marca chciałem jechać….

Niestety nie zdążyłem…”

nekrolog1

„Czarnego” wspomina Wojtek Plech:

„Kto z nas go nie kochał?
Kto nie ma jakiś wspomnień z nim?
Kto nie chciałby czasu cofnąć i być choćby opier.. upomnianym przez Czarnego?
No kto?

To facet, człowiek, kapłan, który cisnął we mnie nadzieję, że mam po co się starać i harować nad świętością.
To człowiek, który zmuszał do myślenie i brania na siebie odpowiedzialności za to co jest wokół mnie.
To kapłan, który kazał czytać drogę i być na niej silnym.
Odczytałem tą moją drogę, idę nią ciężko pod górę i nadal się nie poddaję. Ta siła we mnie jest między innymi dzięki Czarnemu, za co jestem mu wdzięczny. Szkoda, że mu tego nie zdążyłem powiedzieć; szkoda.

Śp.-Ksiądz-Kazimierz-Lewandowski-23

Widzisz człowieka przez 15 dni rekolekcji, potem na sejmiku i przygotowaniu, czasem masz szczęście jeździć z nim firmowym polonezem. Potem człowieka nie widzisz, a jak zobaczysz przypadkiem na drodze to jak głupi się cieszysz choć nie wiesz dlaczego. Nie widzisz wiele lat, przypomina ci się, a po 3 dniach słyszysz, że odszedł i robi ci się smutno, odczuwasz stratę, a w sercu dziura.

Ten człowiek był szczególny. Nie przemknął w twoim życiu jak wielu. Niech już jako wielki zostanie, jego dar zakwitnie w nas. Jeśli nie zdążyłeś mu podziękować, to podziękuj sąsiadowi w bloku i bezdomnemu na ulicy, to się Czarny ucieszy.

nekrolog1