Na zawsze w naszych sercach. Wspomnienia o ks. Lewandowskim cz. 2

Mnóstwo wspomnień! Tych mniej lub bardziej oficjalnych. Śp. Ks. Kazimierz Lewandowski w wiele serc wpisał się złotymi literami. Publikujemy kolejne wspomnienia.

nekrolog1
[blockquote]

Swój „Drogowskaz wiary” – ks. Kazimierza wspomina Andrzej Pettke:

[/blockquote] Ostatnie-zdjęcie-Księdza-Kazimierza-Lewandowskiego

Wczoraj odszedł Pasterz młodzieży salezjańskiej ale przede wszystkim młodzieży potrzebującej, odrzuconej na margines, szukającej Boga. Ksiądz Kazimierz swoją pokorą i oddaniem potrafił ukazać tym młodym ludziom Miłosiernego Boga ale przede wszystkim to, że jest na świecie ktoś, kto ich kocha i nigdy ich nie odrzuci.

Ja znam właśnie takiego księdza Kazimierza Lewandowskiego. W moim życiu również odegrał ważną rolę. Bezkompromisowy w sprawach wiary każdego dnia dawał świadectwo poświęcenia Bogu całego siebie, zawsze żył w prawdzie i tego uczył swoich podopiecznych.

Dla mnie ksiądz Kazimierz zawsze pozostanie drogowskazem na każdy dzień życia…
Pamiętajmy o Nim w modlitwie,
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, niech odpoczywa w Pokoju Wiecznym
Amen…

nekrolog1

Taki zwyczajny, a jednak niezwykły Ks. Kazimierz – pisze wdzięczna matka:

Śp.-Ksiądz-Kazimierz-Lewandowski-4Pod pozornie szorstkimi słowami i przenikliwym spojrzeniem ukryta najszlachetniejsza z możliwych dusza – pełna ciepła, , łagodności, zrozumienia, zatroskania, miłości.

Tę miłość umiał nieść wszystkim w słowie, czynach, modlitwie. Całym sobą zafascynowany młodzieżą – szczególnie tą trudną, która często w swym życiu nie doznała miłości. On właśnie w swych ośrodkach (Trzciniec i Rzepczyno) był im najlepszym ojcem, nauczycielem, kapłanem. W każdej rozmowie z ks. Kazimierzem padały w różnych kontekstach słowa pełne zatroskania … „moi chłopcy” … Bez reszty dla nich oddany.

Ale nie tylko dla nich. Swym dobrem i miłością hojnie potrafił obdarować liczne osoby nie tylko ze swego otoczenia. „Księże Kazimierzu … potrzebna modlitwa … moja córka … zła diagnoza lekarska” „Tak – jutro godz. 7.00 rano odprawię mszę świętą w jej intencji i obiecuję – będę się modlił.” I modlił się. Tylko Pan Bóg wie ile … Powiedział też „zobaczycie będzie wszystko dobrze, na święta Bożego Narodzenia będziecie radośni…” I tak było.

Druga sytuacja. „Księże Kazimierzu – młoda, mądra, podobno bardzo piękna studentka poważnie choruje. Cierpi na bardzo trudną w leczeniu chorobę. Stan zdrowia dziewczyny – zły. Ksiądz Kazimierz pyta – imię? I jednoznacznie deklaruje – „będę się bardzo modlił. W jej intencji. Wierzę, że pan Bóg mnie wysłucha.” I wysłuchał. Ku zadziwieniu lekarzy choroba zaczęła się cofać. Dziewczyna wyzdrowiała, skończyła studia, pracuje.

Jego zatroskanie o każdego człowieka było wprost zadziwiające, a jego słowa przenikały, skłaniały do refleksji, trafiały do serc ludzkich.

Dziś pytamy – dlaczego? Tak Bóg chciał – byśmy mieli orędownika – tam w niebie.

wdzięczna matka

nekrolog1

O Księdzu Kazimierzu pisze salezjanin z naszej parafii – ks. Andrzej Mimier :

Czytam z wielkim wzruszeniem kolejne wspomnienia o ks. Kazimierzu. Powiernik ważnych spraw, przyjaciel, wychowawca, wzór…

Ksiądz-Kazimierz-LewandowskiA moje jest takie zwyczajne i proste. Wcześniej znałem go bardziej z opowiadań, nigdy osobiście, aż tu nagle w 2006 roku zamieszkaliśmy pod jednym dachem, w jednej wspólnocie w parafii św. Jana Bosko w Szczecinie. Boże jak ja Ci dziś dziękuję za ten czas, że mogłem siedzieć razem z Czarnym przy stole, słuchać niezapomnianych słownych przepychanek ks. Kazia z ks. Leszkiem Kasperowiczem ile to wnosiło radości i zabawy! No a potem obowiązkowo kawa i ciągle to samo polecenie: „ wiesz mordo jaką masz mi zrobić, taką z mocą…” Ten Jego pokój z mnóstwem ikon i obrazów, tak bardzo lubiłem tam zachodzić każdego dnia, zawsze było o czym pogadać, ale wolałem słuchać o czasach studiów w Lublinie i spotkaniach z ks. Blachnickim, o pierwszych oazach, o Trzcińcu, o stary prałacie spod Wilna, a najbardziej czekałem na niedzielę i na kazanie, a potem przez całe śniadanie urabiałem ks. Kazia aby powtórzył je raz jeszcze na mszy którą odprawiałem.

Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc, dobre słowo. Jak dla wielu, tak i dla mnie stał się kimś wyjątkowym, kogo przechowuje się w sercu i pielęgnuje każde wspomnienie. Moje wspomnienia to ks. Kazimierz parafialnej codzienności taki dobry i kochany. To był tylko rok, rok z kochanym ks. Kaziem.

Dziękuje Ci za wszystko…

nekrolog1

Wspomnienie ks. Wojciecha Pettke:

Moje życie Opatrzność Boża związała z osobą Ks. Kazimierza Lewandowskiego (Czarnego) we wrześniu 1990 roku, kiedy zameldowałem się w Czaplinku aby odbyć drugi rok asystencji. Mimo że ks. Kazimierz był proboszczem i Dyrektorem w Czaplinku, nie mówiło się o Nim inaczej jak „Czarny”. Znany w kręgach Ruchu Światło – Życie duszpasterz młodych, otwarty na każdego człowieka, zwłaszcza młodego i zagubionego na meandrach życia. Dla mnie, młodego kleryka był przede wszystkim Ojcem, który z cierpliwością ukazywał mi piękno powołania salezjańskiego i swoim życiem potwierdzał moje wybory. Kiedy jesienią 1990 roku na prośbę Pani Zofii Langowskiej bez wahania na trzy miesiące przyjął na plebanię młodzież tworzącego się ośrodka młodzieży w Trzcińcu (miało to związek z remontami w ośrodku), doświadczyłem Jego niezwykłej wiary w Opatrzność Bożą i miłości do młodzieży zwłaszcza tej najuboższej.

Śp.-Ksiądz-Kazimierz-Lewandowski-10Za wielką łaskę poczytuję sobie udział w rekolekcjach ewangelizacyjnych w Dębnie wiosną 1991 roku, gdzie będąc w ekipie ewangelizacyjnej mogłem odkrywać piękno Słowa Bożego, które głosił „Czarny” do młodych. Mam wrażenie że nie było chyba w naszej Inspektorii placówki, w której ks. Kazimierz nie głosiłby słowa Bożego. A jak głosił – każdy wie. Dla mnie jest to też wielkim darem Opatrzności że jako kleryk na teologii czy już jako kapłan wielokrotnie jeździłem wraz z Nim na rekolekcje i misje, nie tylko służąc Mu pomocą lecz przede wszystkim próbując się nawracać przez odkrywanie głoszonego z mocą Słowa Bożego.

Siedem lat spędzonych z ks. Kazimierzem w Trzcińcu to kolejny piękny czas. I tu chyba najbardziej doświadczaliśmy wszyscy (pracownicy, wychowankowie i współbracia) tego bogactwa osobowości naszego kochanego „Czarnego”, dzięki któremu Trzciniec był dla nas wszystkich przede wszystkim domem i rodziną a nie placówką i zakładem. Świadectwa byłych wychowanków, zaproszenia na błogosławieństwo związków sakramentalnych, chrztów czy po prostu zwykłe odwiedziny są tutaj najbardziej wymowne.

Jest taka opinia wśród salezjanów że atmosferę domu salezjańskiego tworzy Dyrektor. Tak też było u „Czarnego”. Jego niezwykła ufność Panu Bogu i Maryi i ten upór w dążeniu do celu pozwalały pokonywać wszelkie trudne sytuacje. A wszystko to w atmosferze normalności życia i wzajemnej przyjaźni.
Wiem że Pan Bóg daje człowiekowi znaki na drogach ku wieczności. Jemu więc niech będą dzięki za dar osoby Księdza Kazimierza („Czarnego”) w moim życiu.

Dziękuję Ci Boże za dar gorliwego współbrata, mądrego ojca i wiernego przyjaciela, a ciebie drogi księże Kazimierzu proszę, wstawiaj się za nami, byśmy wszyscy spotkali się w niebieskim Domu Młodzieży z naszym ukochanym księdzem Bosko i Maryją Wspomożycielką.

nekrolog1

Księdza Kazimierza wspominają państwo Anna i Waldemar Ciuma z Dębna:

„Najdroższą dla człowieka rzeczą jest życie. Dane jest raz człowiekowi i trzeba przeżyć je tak, aby nie płonąć ze wstydu za lata przeżyte bez celu….,aby można było powiedzieć, umierając; całe życie, wszystkie siły oddałem rzeczy najpiękniejszej na świecie -walce o ludzką miłość.”

Prymicje-ks.-Kazimierza-Lewandowskiego-w-parafii-Świętej-Rodziny-w-Pile1Takiego ks. Kazimierza pamiętamy, skromnego walczącego miłością o każdego młodego człowieka. Był i jest dla nas wzorem miłości bezinteresownej, pokazał nam Chrystusa tego pochylającego się nad grzesznym człowiekiem ,nauczył jak nieść Go drugiemu człowiekowi, najważniejsze co przekazał to miłość do Ruchu Światło- Życie. Ta miłość miała i ma wpływ na nasze życie na to jacy dziś jesteśmy w tym duchu staramy się wychować nasze dzieci.

Jesteśmy bardzo wdzięczni Bogu za to, że postawił na naszej drodze takiego kapłana, wielkiego człowieka. A za moją animatorką mogę powiedzieć: ” każdy z nas kto zetknął się z ks. Kazimierzem nosi w sobie Jego cząstkę”.

nekrolog1

„Czarny” we wspomnieniach salezjanina, ks. Tomasza Motyki:

Kiedy w niedzielę dowiedziałem się o zawale ks. Kazimierza pojechałem do szpitala Arkońskiego w Szczecinie. Musiałem chwilę poczekać bo jeszcze lekarze coś działali. Po chwili wyjechał na wózku pchanym przez sanitariuszy. Wśród całej aparatury było widać te Jego wielkie oczy i tą ciemną otoczkę, która jeszcze pozostała z nazwy ” Czarny”, bo włosy tego nie wskazywały.

Dzisiaj po latach miło jest wspomnieć, że było się uczniem ks. Kazimierza nie tylko na katechezie, ale i w Oazie. Trudno jest mi dziś powiedzieć co miał w sobie, bo przecież nie grał w piłkę, nie grał na gitarze, nie opowiadał kawałów, a chciało się usiąść obok Niego jak Ewangeliczna Maria u stóp Jezusa. Nigdy nie mówił, że możesz zrobić coś w połowie, złościł się jak widział, że nie pragniemy zrobić czegoś do końca tylko połowicznie.

SONY DSCCzym nas zaraził:
miłością do Chrystusa
szacunkiem dla Kościoła
ufnością do Maryi (szczególnie Skrzatuskiej)
drogą w Oazie
sensem życia w cieniu Krzyża

I dlaczego to coś tak bardzo dziś nie popularne i szykanowane sprawiło, że spróbowaliśmy pójść tą drogą, że mimo chwilowych wahań, błędów z utęsknieniem wracaliśmy do tego co Mówił. Bo widzieliśmy, że tym żyje, że jest autentyczny bez kompromisów.

Mam nadzieję, że uda się mam zachować Jego spuściznę. Może potrzeba było Jego cierpienia i ofiary, aby poruszyć nasze serca. Zaprosić na nowo do spotkanie w miłości z Chrystusem, do tego czym nas zaraził. Może…

nekrolog1