Oficjalna strona internetowa salezjańskiej parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem Świętej Rodziny w Pile

72 lata temu została zamordowana „INKA”

IMG 9539

72 lata temu została zamordowana „INKA”

Dokładnie 28 sierpnia 1946 roku o godz. 6.15 została zamordowana młoda sanitariuszka Danuta Siedzikówna „Inka”.

Tego dnia uczciliśmy w naszej parafii pamięć młodej sanitariuszki na Mszy Świętej o godz. 18.00

Po Mszy pod pomnikiem dzielnej sanitariuszki złożono kwiaty i zapalono znicze.

Tak wspominał tamten poranek wezwany do skazanych wikariusz kościoła garnizonowego w Gdańsku ks. Marian Prusak:

„Oddziałowy zaprowadził mnie najpierw do tego pana. Kiedy wszedłem do celi widziałem przeraźliwy smutek na jego twarzy. Pierwsze słowa, z którymi zwrócił się do mnie, brzmiały: – No tak, jednak nie skorzystano z prawa łaski. (…) Potem przeprowadzono mnie do celi, w której na śmierć czekała młoda, szczupła dziewczyna w letniej sukience. Przyjęła mnie nadzwyczaj spokojnie, wyspowiadała się, a potem wyraziła życzenie, żeby o wyroku i o śmierci powiadomić jej siostrę. (…)
W końcu poprowadzono mnie schodami, jakby do piwnicy. Oni już tam byli. Zdaje się w kajdankach, albo z zawiązanymi rękami. Sala była niewielka, jak dwa pokoje. Miałem krzyż, dałem go do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Obok czekała zgraja ludzi, tak że było dosyć ciasno. Był wojskowy prokurator i pełno jakichś młodych ubowców. Ustawiono nieszczęśników pod słupkami. W rogu był stolik, skąd prokurator odczytywał wyrok i skąd dał rozkaz do wykonania egzekucji. Była taka jakby wnęka, chyba czerwona nie otynkowana cegła, były słupki do połowy wysokości człowieka. Postawiono ich przy nich, ale nie pamiętam czy ich przywiązano. Ci, którzy tam stali nie uszanowali powagi śmierci. Obrzucili skazańców obelżywymi słowami, a prokurator odczytał uzasadnienie wyroku i poinformował, że nie było ułaskawienia. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!”. W tym momencie skazani krzyknęli, jakby się wcześniej umówili: „Niech żyje Polska!”. Potem salwa i osunęli się na ziemię (…) nie mogłem na to patrzeć, ale pamiętam, że obudwoje po tej salwie żyli. Podszedł do nich dowódca plutonu egzekucyjnego z gdańskiego KBW, ppor. Franciszek Sawicki, wściekły z powodu okrzyku, z bliskiej odległości dobił ich strzałami pistoletu w głowę. „Inka” zdołała jeszcze krzyknąć: „Niech żyje Łupaszko!.”

Źródło: Żołnierze wyklęci. Niezłomni bohaterowie/Joanna Wieliczka-Szarkowa; dzieje.pl

©

&

Zobacz galerię zdjęć

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.