Oficjalna strona internetowa salezjańskiej parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem Świętej Rodziny w Pile

Indyjski kapłan znów w Pile

Maniparambil W Pile

Indyjski kapłan znów w Pile

Mimo, że trwają wakacje w parafii Świętej Rodziny w Pile, przez cztery dni, od 14 do 17 sierpnia, odbywały lekcje w ramach szkoły biblijnej. I choć nie były wystawiane oceny, to jak zapewniają „uczniowie”, każdy coś z tej szkoły wyniósł, i nie była to bynajmniej tylko kreda do tablicy.

– Mogę szczerze powiedzieć, że przez tę szkołę biblijną otworzyły mi się oczy na Ewangelię. Słowa szczęście, przebaczenie i cierpienie bardzo często przewijały się podczas „lekcji” – opowiada Elżbieta Klejc, uczestniczka szkoły.

– To był przepiękny czas! Uczyliśmy się bardziej i dokładniej czytać Pismo Święte. Mam dwa zeszyty zapisane, muszę to wszystko sobie poukładać – dodaje pani Ela.

Wyjątkowy był nauczyciel w tej szkole. Choć niski wzrostem, to jego głos doniośle niósł się po murach świątyni. Prostą angielszczyzną, z wiecznym uśmiechem na twarzy o. Jose Antony Maniparambil wyjaśniał wiernym wszelkiego rodzaju zawiłości i niejasności w Piśmie Świętym.

– Chciałem podać ludziom prosty przepis na szczęście, którego nie znajdą w technologii i zdobyczach tego świata. Bóg daje radość i Indyjczykom, i Polakom. Droga jest taka sama. A moja obecność tutaj pokazuje, że Kościół jest otwarty uniwersalny i nie związany z jakąś kulturą – wyjaśnia o. Maniparambil.

Kapłan z dalekich Indii przybył na zaproszenie wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym.

– Ludzie mojego kraju nie mogą uwierzyć, że Polacy, z tak odległego dla nich kraju są otwarci na Boga – dodaje. Ojciec Jose w swoich wystąpieniach często przywoływał swoją Ojczyznę. W Indiach, gdzie tylko 2 procent ludzi to katolicy, na porządku dziennym są prześladowania chrześcijan. Wiele razy kapłan musiał uciekać ze swojego kraju, ponieważ groziła mu śmierć.

– Pociąga mnie to, że ojciec Maniparambil jest gotowy na śmierć w każdej chwili i w swoim głoszeniu jest całkowicie autentyczny – wyznaje Małgorzata Bury, inna uczestniczka wakacyjnej szkoły biblijnej.

W czym tkwi fenomen indyjskiego, czarnoskórego kapłana, nauczyciela, charyzmatyka i biblisty?

– On ma po prostu dar od Boga – mówi ks. Piotr Grzymała, salezjanin z parafii Świętej Rodziny.

– Różne są charyzmaty (dary od Boga – przyp. TB) w Kościele. Ojciec Bashobora, który był na stadionie w Warszawie, ma dar uzdrawiania. O. Maniparambil potrafi gromadzić tłumy i wyjaśniać im Pismo Święte. Te dary to nadnaturalne znaki, w których Bóg potwierdza swoją obecność – wyjaśnia ks. Grzymała.

A takimi znakami były na pewno tzw. „spoczynki w duchu”. Jednego dnia po mszy świętej odbyło się nabożeństwo uzdrowienia. Podczas niego kapłani, a także o. Maniparambil, modlili się nad wiernymi, kładąc na nich ręce. Niektórzy z nich z hukiem padali na ziemie, inni delikatnie osuwali się na posadzkę kościoła. Po chwili wstawali uśmiechnięci, jakby nic się nie stało. Choć z boku wyglądało to tak, że niektórzy boleśnie zderzyli z posadzką, to przyznają, że ich nie boli. Wręcz przeciwnie czują się uzdrowieni.

– Ogrania wtedy człowieka wielka radość, nie do opisania. Po prostu lecisz na ziemie i nic nie czujesz – mówi Teresa (imię zmienione), która „spoczęła w Duchu Świętym”.

Padanie w Duchu jest znane w Kościele od wielu lat. Podczas niego czasami dokonuje się uzdrowienie duchowe albo fizyczne.

– Wielu mówi, że jest to uczucie błogości, porównywalne z tym co czuje dziecko przytulane przez rodziców – tłumaczy ks. Grzymała, przyznając że sam takiego upadku nie przeżył. I przestrzega także, przed budowaniem wiary na takich spektakularnych widowiskach.

– Nie na tym wiara polega. Nie możemy powiedzieć, że upadnę to będę bliżej Chrystusa! – dodaje.

Ale nie tylko o. Maniparambil sprawiał, że ludzie „spoczywali w Duchu Świętym”. Taką „moc” ma praktycznie każdy kapłan, bo jest to działanie Ducha i modlitwy. Skąd zatem zafascynowanie indyjskim kapłanem? Uczestnicy zgodnie przyznają, że to nie dla niego tu przyszli, ale dlatego, bo chcieli zmienić swoje życie.

I chociaż egzotyka takich nazwisk jak np. Maniparambil, Bashobora, Manjackal (który swego czasu głosił rekolekcje w Pile), czy Vadia (była w Pile w czerwcu tego roku) pewnie trochę przyciąga ludzi, to przecież nie kraj pochodzenia rekolekcjonisty jest ważny. Przecież także w Polsce jest sporo charyzmatycznych kapłanów. Ksiądz Piotr Grzymała podaje przykład o. Daniela z Czatachowej, prostego zakonnika, który co miesiąc w Olsztynie pod Częstochową gromadzi 6 tys. ludzi i się z nimi modli. A mimo, że osoby które uczestniczą w takich spotkaniach wręcz epatują radością dla niektórych spotkania z charyzmatykami będą dziwactwem, głupotą, traktowaną jako „opium dla ludu”.

– Nic nie można zdziałać bez wiary i otwarcia się na Boga. To jest łaska, podjęta z własnej woli – podsumowuje salezjanin.

Zobacz galerię zdjęć

Dodaj komentarz