50 lat na tysiącach wysp

Gdy starał się o dotację od państwa polskiego, pełnomocnik ministerstwa spraw zagranicznych nazwała go „najznakomitszym ambasadorem RP w Indonezji”. I choć ma już 75 lat, to nie rezygnuje z powierzonej mu misji. W Indonezji pilanin, ks. Stanisław Ograbek svd, buduje szpital.

W niedzielę 3 lutego 2013 r., w swojej dawnej parafii pw. Świętej Rodziny ks. misjonarz i werbista obchodził 50 kapłaństwa i jednocześnie 50 lat pracy w Indonezji. Zaraz po święceniach wyjeżdża na daleki wschód, ponieważ, jak sam przyznaje, imponuje mu praca misyjna. Wcześniej w latach powojennych uczęszcza do szkoły powszechnej w Pile (dzisiejsza Szkoła Podstawowa nr 1).

88– Choć urodziłem się w Grudziądzu, to lata młodości spędziłem w grodzie Staszica, więc całym sercem czuję się pilaninem – wyznaje ks. Stanisław. Co pamięta z naszego miasta? – W pamięci zapadły mi zgliszcza, te ruiny i ten dym, który się unosił. Lata trwały zanim się Piła odbudowała – wspomina zamierzchłe czasy.

W 1952 opuszcza Piłę. Realizuje swoje powołanie i za razem marzenie – służenie ludziom z trzeciego świata. Wstępuje do zakonu werbistów, gdzie w 1963 roku przyjmuje święcenia.

Pewnego dnia u jego przełożonych zjawia się przedstawiciel episkopatu indonezyjskiego i mówi: „macie tyle kapłanów, dlaczego nie wyślecie ich do Indonezji? Nam ich brakuje.” Chcieli pomóc, ale nie było szans.

– Na eksport księży nie zgadzały się ówczesne władze. Przedstawiciel z Indonezji nie dawał za wygraną. I on, taki mały chłopek, typowy Azjata, załatwił w partii możliwość wyjazdu na misję aż 20 werbistów – mówi ks. Ograbek. Gdy tylko pojawia się zgoda, jego nazwisko otwiera listę chętnych na wyjazd.

Dopiero później dowiaduje się, dlaczego partia zgodziła się na eksport księży. – Oni sobie przemyśleli sytuację: nie chcieli magazynować kleru w Polsce – dodaje.

Indonezja, to kraj, który jak jego flaga, jest odwrócony o 180 stopni od Polski. Powierzchnia niemal 6 razy większa od kraju nad Wisłą i 6 razy więcej ludności. W dodatku Indonezja położona jest na tysiącach wysp. Jest też duże zróżnicowanie etniczne, no i przede wszystkim inna kultura.

46Gdy ks. Stanisław przylatuje do Indonezji zaskakuje go serdeczność bijąca od tubylców. Nie tylko katolików. – To było ciekawe, ponieważ jak myśmy wylądowali, wyszliśmy z samolotu, a tam wiwatowali na naszą cześć – na twarzy misjonarza rysuje się głębokie wzruszenie, gdy opowiada o swoim pierwszym zetknięciu z indonezyjską ziemią. – Wszyscy byli grzeczni, uśmiechali się, co jest typowe dla Azjatów – dodaje.

Mimo to nie obywa się bez trudności.

– Wtedy między nimi były bójki antyreligijne. To byli ludzie opłaceni przez zagranicę. Była też silna grupa partii komunistycznej, która po kilku tygodniach wywołała zamieszki rewolucyjne. Do tego dochodzą jeszcze fundamentaliści islamscy – wymienia dawne problemy Indonezji ks. Ograbek.

Komuniści chcieli przejąć ster. Zaczęła się bardzo krwawa rzeź, kilkaset tysięcy głów spadło. To były dantejskie sceny. Ale komuniści przegrali i byli miażdżeni w typowy sposób w takich zamętach – wspomina. Dziś istnienie partii komunistycznej na Indonezji jest zakazane.

Chrześcijanie na indonezyjskich wyspach stanowią mniejszość. Podobno katolików jest tylko 3% – Podają zaniżoną liczbę, żeby nie drażnić muzułmanów – tłumaczy misjonarz. 80 % mieszkańców wyznaje religię Mahometa.

Ksiądz Stanisław Ograbek zostaje skierowany na wyspę Flores, gdzie 80% to … chrześcijanie! Pracuje w dżungli. Ma bardzo rozległą parafię. Jego środkiem lokomocji jest koń.

– Oni byli kochani rozumieli nasze słabości – wspomina swoich parafian. Dużym wyzwaniem był język. Oficjalnym jest Bahasa Indonesia.

19– W Polsce nie było słowników indonezyjskich, ani nikogo, kto mógłby nas poduczyć, dopiero po przyjeździe do Indonezji zaczęliśmy się uczyć – mówi ks. Ograbek. Dziś językiem indonezyjskim posługuje się lepiej niż polskim. Nie dawno skończył tłumaczyć swoją ponad 300 stronicową książkę. Mimo to wspomina, że miał mnóstwo śmiesznych sytuacji związanych z językiem.

– Jak po kilku latach byłem w Polsce i odprawiałem mszę, to jeden z moich kolegów zapomniał jak mówi się po polsku na kadzidło. Użył indonezyjskiego słowa. Niefortunnie, bo kadzidło w Indonezji to … dupa. Ministranci kulali się ze śmiechu – wspomina.

Duchowny zauważa, że katolicy żyjący w Indonezji głębiej przeżywają swoją wiarę.

Tam jest triumfalizm. Jacy są tacy są, ale są dumni z wiary katolickiej – mówi ks. Stanisław.

Każdy ma za ambicje, żeby mieć swój własny kościół. Do tego stopnia, że jak byłem na pierwszej parafii i przyszli do mnie z prośbą budowy kościoła, to ja zaproponowałem, że może zaczniemy od domów, bo to wszystko na palach, pokryte słomą. Oni stawiali na swoim i mówili: „Nie, my chcemy mieć kościół.” – wspomina upór swych parafian.

22Gdy świątynia już powstała, wierni zaczęli wycinać wokół niego wszystkie drzewa. Kiedy ksiądz Ograbek zapytał się dlaczego to robią, odpowiedzieli, że „nasi sąsiedzi muszą widzieć, że my mamy kościół”.

Tak jak z parafianami, tak i z władzami misjonarz miał dobre stosunki. Nawet wtedy, gdy na kolejnej jego placówce na Bornego gubernatorem był radykalny muzułmanin.

– Raz była tak sytuacja, aby podczas świętego postu muzułmanów innowiercy towarzyszyli gubernatorowi podczas podróży wokół całej prowincji. Ja reprezentowałem katolików – wspomina historię od której zaczęły się dobre stosunki.

– Podszedłem pod meczet. On mnie zauważył i powiedział: „widzę ojca Stanisa, czy się godzi innowiercę zaprosić do meczetu?” Modlący się jeszcze bardziej spuścili łby i nie wiedzieli co powiedzieć. „Mahomet powiedział, że jeżeli ktoś przychodzi do was z czystym sercem to macie go przyjąć, dlatego my zapraszamy o. Ograbka do środka.” Od razu dwóch mnie chwyciło i zaprowadziło do środka – dodaje.

Na kolejnym przystanku oprócz zaproszenia do środka, zostaje poproszony o … wygłoszenia kazania. Gdy wspomina, jak kilka wieków temu nasz król walczył ze Szwedami i najął muzułmanów do pomocy, a później dał im wolność do religii, do języka, szkół i jak żyjemy do dziś w zgodzie i budujemy wspólną przyszłość, muzułmanie słuchają go z otwartymi buziami. Kończąc swoje wystąpienie na słowach: „Chciałbym, żeby tutaj w Indonezji była identyczna współpraca jak w Polsce” zaskarbia przychylność i gubernatora i mahometan.

Dobre stosunki przydają się, gdy zaczyna w Indonezji budować szpital.

7– Państwowy szpital był w marnym stanie. Ludzie musieli jechać  ponad 200 km, aby dostać porządną pomoc medyczną – opisuje sytuację misjonarz. Szpital, którego budowy z polecenia biskupa, podjął się ks. Ograbek, powstaje już od ponad 10 lat.

Z bóle przyznaje, że do w budowie jest mało wkładu rodzimej ludności. – Spodziewałem się więcej, ale rozumiem że mają swoje obowiązki. Poza tym w Indonezyjczykach widać dużo słomianego zapału. Ale z wolą Bożą doprowadzimy budowę do końca, mimo, że bardzo brakuje pieniędzy. Oni tego potrzebują – wyznaje.

– Ostatnio skończyliśmy budowlę gmachu. Teraz zostało wyposażenie i instalacje. Te wszystkie druty elektryczne w szpitalach są prawie tak drogie jak podstawowe przyrządy medyczne. To wszystko musi być na wysokim poziomie – mówi o postępach pracy. Dlaczego szpital musi być katolicki, a nie państwowy? Ponieważ Indonezyjczycy, przyzwyczaili się że placówki medyczne czy szkolne prowadzone przez katolików są o wysokim standardzie. W końcu dzieło życia pilanina, ks. Stanisława Ograbka nie może być byle jakie. No bo jakby to wyglądało za granicą?

page