Homilia z poświęcenia ołtarza

Odpowiadając na prośby kilku wiernych prezentujemy poniżej zapis homilii ks. Inspektora Marka Chmielewskiego, którą wygłosił 7 października 2012 r. podczas uroczystości odsłonięcia ołtarza Bożego Miłosierdzia z relikwiami wielkich świętych.

Utrudzenie. Któż z nas nie jest zmęczony? To jedno z tych doświadczeń, które są wspólne nam wszystkim. Utrudzenie życiem, ciężarem pracy, jeśli jest, pracą, beznadzieją i niepewnością bezrobocia, jeśli pracy nie ma, sprawami rodzinnymi, kłopotami z dziećmi, gdy są i z bólem bezpłodności, gdy ich nie ma, długą chorobą, wychowaniem, które jest ciągłym wyzwaniem, szkołą, która tylko kształci, a nie daje mądrości, kryzysem niewidzianym przez wielkich, a ciążącym w moim małym portfelu, kredytem, co spędza sen z oczu, wypaloną miłością, koniecznością remontu, zepsutym autem, złością sąsiada, milczeniem krewnych, rytmem reklam, dla których każdego dnia, co innego jest lepsze, starością zapomnianą, zgrzebną, prawie nikomu niepotrzebna, nieefektywną, modlitwa wciąż niewysłuchaną lub spełniającą się zupełnie inaczej niż podpowiadają marzenia. Ludzkie utrudzenia.

Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Jak znaleźć pokrzepienie, pocieszenie, siły, nadzieję?

Dzisiejsza uroczystość jest po to, aby podpowiedzieć człowiekowi, jak radzić sobie z takimi utrudzeniami. Gdzie szukać odpowiedzi na takie właśnie pytania.  Piła. Kościół św. Rodziny. Ołtarz Miłosierdzia Bożego, a w nim relikwie św. s. Faustyny, bł. Jana Pawła II i bł. ks. Michała Sopoćki. Tu ukryte są ważne dla nas odpowiedzi. Ale po kolei. Pozwólmy prowadzić się Słowu Bożemu.

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Zdanie wypowiedziane przez Jezusa, byłoby o wiele bardziej dosadne i przekonywujące, gdybyśmy mogli przeczytać go i rozumieć w języku aramejskim, w którym zostało wypowiedziane i zapisane. Swojsko brzmiący „mądrzy i roztropni”, to w języku oryginału raczej „inteligentni i wykształceni”, ci „co posiedli wiedzę” lub „mądrzy po ludzku”. Natomiast owi „prostaczkowie” to „ludzie prości”, których nie należy jednak mylić z prostakami; to ci;, „którzy są jak małe dzieci’. Takiego zwrotu używają np. autorzy najnowszych tłumaczeń Ewangelii wg św. Mateusza na język polski. W związku z tym zdanie wypowiedziane przez Jezusa w języku aramejskim brzmiałoby mniej więcej tak: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed kształconymi inteligentami, a objawiłeś je tym, którzy stali się jak dzieci”.

Wykształcony i inteligentny nie zawsze znaczy mądry. Prawdopodobnie każdy z nas, zna ludzi niewykształconych, nieraz starszych, bardzo prostych, którzy są po prostu mądrzy. Można polegać na ich radzie, na doświadczeniu, na ich rozeznaniu. I pewnie mieliśmy też do czynienia z ludźmi wykształconymi, a może lepiej wyszkolonymi, którzy już przy pierwszym spotkaniu obnażają swój brak mądrości. Są często pewni siebie, nieraz zbyt pewni, nauczyli się kilku sposobów działania w swej dziedzinie życia, czy aktywności, paru liczb, kilku ofert, kilkunastu zdań w obcym języku i rządzą, wydają dyspozycje, uprawiają politykę na różnych szczeblach, decydują o pieniądzach, firmach i niestety o losie podległych im ludzi. Tak, jakże trudno jest, jak to wielka sztuk łączyć inteligencję, wykształcenie z mądrością.

Ten, który staje się jak dziecko, nie znaczy zdziecinniały. To raczej ktoś o kim Biblia mówi, anavim, czyli ubogi w duchu, ubogi Pana. On nie polega tylko na sobie. Jest jak dziecko. Dziecko jest niewinne, nie ma w nim dwuznaczności, jest prostota. Dziecko żyje dzięki dorosłym, którzy go kochają. Ufa im, powierza się im. W dziecku, tkwi potencjał. Ono może się rozwijać, Stawać kimś. Kiedy się go wychowuje, czyli towarzyszy, aby stawało się kimś, wtedy to co jest jego potencjałem, staje się rzeczywistością. Tyle tylko, że dziecko samo się nie wychowa. Ono potrzebuje towarzyszenia dorosłego. A dorosły nie może go tylko karmić i kształcić, musi dać mu też uczucie i przekazać mądrość.

Dopowiedzmy raz jeszcze: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed kształconymi inteligentami, a objawiłeś je tym, którzy stali się jak dzieci”.

Jak dziecko była św. siostra Faustyna? Prosta, niewykształcona, uboga dziewczyna, która musiała sama wypracować swe zakonne wiano, przepustkę do klasztoru. Służąca u innych, w domach bogatych. Siostra drugiego chóru. Siostra robotnica. Siostra do roboty, nie do rządzenia, przełożeństwa, zarządzania, wyszukanej modlitwy, studiów. Praczka, ogrodniczka, pomywacza, furtianka, kucharka. A jakże bogate życie duchowe. Jej „Dzienniczek” to dziś uznane arcydzieło literatury mistycznej. „Dzienniczek tej, która nie była wykształcona, ale była mądra. Mądra, bo stała się jak dziecko. To dlatego Bóg mógł jej objawić tajemnice swego Miłosierdzia. Trzeba było być jak dziecko, aby dać kierować się swemu spowiednikowi, bł. ks. Michałowi Sopoćce. Trzeba było być jak dziecko, aby stanąć przed wykształconymi teologami, kapłanami, biskupami i przekazać im Chrystusowe oczekiwanie: namalowania obrazu, godziny miłosierdzia, koronki, kultu miłosierdzia. Trzeba było być jak dziecko!

Jak dziecko był bł. ks. Michał Sopoćko. Wykształcenie i wrodzona inteligencja nie odebrały mu prostoty dziecka i uczyniły zdolnym do przyjęcia prawd Bożych.  Trzeba było być jak dziecko, aby mimo doktoratu, habilitacji, lat pracy dydaktycznej i naukowej słuchać przesłania przekazywanego przez prostą siostrę i widzieć w tym co mówi głos Boga. Trzeba było być dzieckiem, aby całe swoje życie poświęcił Bogu i Kościołowi. Zadziwia różnorodność jego prac. Był duszpasterzem parafialnym, katechetą, organizatorem szkolnictwa, pedagogiem, wykładowcą na Uniwersytecie i w Seminarium, ojcem duchownym, spowiednikiem alumnów, księży i sióstr zakonnych, kapelanem wojskowym, działaczem trzeźwościowym, budowniczym kościołów. Trzeba było być dzieckiem, aby pomimo kariery naukowej służyć idei Miłosierdzia Bożego: kierować sumieniem s. Faustyny, szerzyć prawdę i kult Miłosierdzia Bożego, nie tak znanego i popularnego w Kościele jak dziś,  publikować dzieła o Miłosierdziu Bożym, zabiegać o ustanowienie święta, przyczyniać się do namalowania pierwszego obrazu Jezusa Najmiłosierniejszego Zbawiciela, współtworzyć Zgromadzenie Zakonne Sióstr Jezusa Miłosiernego. Dziecko, a nie kształcony inteligent.

Jak dziecko był też bł. Jan Paweł II. Apostoł Miłosierdzia. Uznany filozof, a jednocześnie autor encykliki „Bóg bogaty w miłosierdzie”. Naukowiec, pisarz, aktor, dla wielu celebryta, który posłuchał przesłania Boga przekazanego przez prostą siostrę i jej kierownika duchowego i w r. 2000 ustanowił dla całego Kościoła święto Miłosierdzia Bożego.

S. Faustyna, ks. Sopoćko, Jan Paweł II – jakże przez życie utrudzeni. A ileż pokrzepienie znaleźli i ileż dali go innym.

A my? Jacy my jesteśmy? Wobec Boga, świata, siebie? Bardziej kształceni inteligenci, czy pełne ufności dzieci? Więcej w nas zadufania ludzkiego rozumu, czy powierzenia się Bogu?

Czy wszystko można poznać rozumem? Czy rzeczy i sprawy są tylko takie, jak wyglądają na zewnątrz? Czy wszystko co wokół da się zmierzyć, zważyć, ocenić i opisać rozumem? Czy na wszystko można wymyśleć sposób?

Doskonale wiemy jak to jest i o co chodzi. Mamy to wypisane w sercu. Tyle tylko, że świat widzi to inaczej. Jakże trudno być jak dziecko. Jak trudno ufać. Jak trudno przestać się uganiać, walczyć, szarpać, wojować, wykłócać, bronić. Jakże człowiek jest zmęczony, utrudzony! Przecież niczego nie ma za darmo. Choć właściwie nie! Jest. Bóg daje miłość za darmo!

Tak. Potrzebne jest takie miejsce w Pile, do którego można przyjść i odpocząć, odetchnąć. Spotkać ludzi, którzy tak żyli. Mądrzy jak dzieci.

Po to jest ten ołtarz. Ołtarz, czyli miejsce spotkania Boga z człowiekiem, ludzkiego z boskim, materialnego z niematerialnym. Ołtarz to miejsce, gdzie przynosi się ofiarę – utrudzone życie – i składa się ja Bogu. I ona do Niego trafia. Ołtarz – a właściwie jego mensa – płyta – obrazuje kamień węgielny, fundament Kościoła jakim jest Chrystus. Złożyć głowę na ołtarzu, troskę, życie – to oprzeć się o Chrystusa. Ołtarz, przez swe białe płótna obrusów, przywołuje grób Chrystusa. To co słabe, co umarło, co jest utrudzeniem umiera i zostaje na ołtarzu, wraz ofiara, pogrzebane. Pogrzebane, aby po ciszy śmierci i grobu, trzeciego dnia zmartwychwstać i dać początek nowemu życiu. I tak kończy się utrudzenie, a zaczyna życie. Ołtarz to tron Pana. W liturgii On tu jest obecny. Odbiera ofiarę i zanosi ja do Ojca w niebie. Odbiera nasze utrudzenie i daje mu nowy sens daru złożonego Bogu.

W starożytności chrześcijańskiej Eucharystię sprawowano na grobach męczenników. Potem w pobliżu nich. Kiedy chrześcijaństwo stało się religia publiczną i nie było prześladowane nad tymi grobami stawiano świątynie. Potem, gdy powstawały nowe świątynie, tam gdzie nie było grobu męczennika, sprowadzano jego relikwie skądinąd. Tak tradycja chrześcijańska połączyła ołtarz z relikwiami świętych.

Relikwia – z łaciny reliquim to tyle co pozostałość, resztka, ojcowizna, spuścizna. Pamiątka przekazana następcom. W pilskim ołtarzu miłosierdzia znalazły się reliquie – czyli resztki, cząstki z kości, krwi, ubrań s. Faustyny, ks. Sopoćki i Jana Pawła II. One są jednocześnie spuścizną, ojcowizną, przesłaniem dla nas. Bez kultu świętych nie ma relikwii. Nam nie tyle chodzi o cudowne przedmioty, choć te trzeba szanować, ale o przesłanie, jakie płynie z życia, tych do których należały lub częścią były. Kult świętych to przede wszystkim ich naśladowanie. Od świętych trzeba się uczyć i czynić jak oni. Czego się uczyć? Najpierw postawy dziecka, uciekania od kształconej inteligencji na rzecz ufności pokładanej w Bogu!  A potem czynienia miłosierdzia innym. To jest lekarstwo na nasze utrudzenia. To oznacza mniej kłopotów i zadowolenie z życia!

Mamy więc w Pile ołtarz i świętych miłosierdzia. Chrystus Miłosierny i jego najlepsi uczniowie. Miejsce, gdzie można odetchnąć, odpocząć, zrzucić utrudzenie. I to miejsce, ten ołtarz święcimy. Święcić, to znaczy nadać meblowi z drewna i marmuru charakteru sacrum. Od poświęcenia mebel stanie się ołtarzem. Miejscem spotkania ludzi z Bogiem. Miejscem wytchnienia. Miejscem odpocznienia ludzi utrudzonych, którzy tutaj będą się uczyć, jak znaleźć odwagę, aby być dzieckiem.

Inspektor Prowincji Pilskiej
ks. Marek Chmielewski sdb