Rozdarty między Piłą, a Białorusią

Złoty Jubilat ks. Zdzisław WederLegenda parafii Świętej Rodziny, nasz były proboszcz, były prowincjał salezjańskiej Inspektorii Warszawskiej, misjonarz, a przede wszystkim serdeczny i wspaniały człowiek obchodził na początku czerwca 50 lat święceń kapłańskich. Złoty Jubilat, ks. Zdzisław Weder – bo o nim mowa – znalazł czas by spotkać się ze swoimi byłymi parafianami i 17 czerwca odprawił uroczystą, jubileuszową Mszę.

Radości i wspomnień było co nie miara! Widać, że parafia dobrze go pamięta. Choć proboszczem był tylko w latach 1972-1979, to, zaiste, były to tłuste lata dla parafii Świętej Rodziny.

– Rozpoczął on pracę w Pile, kiedy kościół w Polsce mocno kładł nacisk na działalność różnych ruchów katolickich. Ks. Zdzisław jest postrzegany w naszym mieście, jako kamień milowy w przejściu między tradycyjnym duszpasterstwem sakramentalnym do duszpasterstwa otwartego na działalność grup – mówi wikariusz ze Świętej Rodziny, ks. Janusz Zdolski.

To właśnie dzięki księdzu Wederowi przy parafii zaczyna działać Ruch Neokatechumenatu. – Nie wszyscy byli przychylni temu ruchowi. Były trudności. – wspomina ks. Zdzisław – Pamiętam, jak bp Wilhelm Pluta nagle się ożywił, gdy 7 mężczyzn spontanicznie wzięło udział w Echo Słowa. Zaraz potem zagadnąłem biskupa: „- Pasterzu diecezji! Czy to ma być dalej prowadzone?”. Odpowiedział: „Dopóki Chrystus jest głoszony, nie wolno tego gasić! Pilnujcie jednak, by nie było błędów.” – mówi.

I tak do dziś przy Świętej Rodzinie działa „Neo”, ciągle się powiększając. Później powstało za jego inicjatywą Duszpasterstwo Młodych Małżeństw, Kręgi Rodzin, Oaza. Do dziś ks. Zdzisław utrzymuje kontakt z niektórymi, byłymi parafianami. A na samo wspomnienie nazwy Salezjanie Współpracownicy („III zakon salezjański”, grupa, którą też założył ks. Weder przy parafii) od razu na twarzy maluje mu się uśmiech.

– Mam bardzo miłe wspomnienia ze Współpracownikami. Widzę, że niektórzy jeszcze są mimo upływu czasu – cieszy się założyciel. Oni jego serdeczność odwzajemniają. Podczas jubileuszu 50 lecia organizują mu przyjęcie-niespodziankę, z wielkim tortem. Długie wspomnienia, rozmowy, wzruszenia, otwierają się karty kroniki. Teraz ks. Zdzisław Weder ma nieco utrudniony kontakt z Piłą. To za sprawą pracy duszpasterskiej na Białorusi.

Zaraz po upadku komunizmu, w 1990 roku, ks. Zdzisław Weder, wyjeżdża na tereny dogorywającego ZSRR. Dziś jest wikariuszem w 18 tys. parafii w Smorgoniu, położonym blisko granicy Białorusi z Litwą. Życie toczy się inaczej, jak to widać w mediach. My zasadniczo nie wchodzimy w spory polityczne. Nie patrzymy, czy to Polacy czy nie. Wychodzimy z założenia, że jesteśmy tam by ewangelizować – mówi ks. Weder. W parafii której duszpasterzuje w dzień powszedni są 3 msze w języku białoruskim, 1 po polsku. W niedzielę: 4 na białoruskim, 2 msze w języku polskim. O msze po polsku najbardziej zabiegają najstarsi mieszkańcy Smorgonia. Na frekwencję nie narzeka, jest dużo młodzieży i ludzi w średnim wieku. Wkrótce ruszy budowa drugiego kościoła.

-Tu na Białorusi mamy dużo powodów do radości i dziękowania Panu Bogu. Można dużo nauczyć się od pobożności katolików za wschodniej granicy. Przychodzą np. półtorej godziny wcześniej do kościoła. Modlą się. A także jak oni pięknie się żegnają! Białorusin nie zrobi znaku krzyża, jakby odganiał od siebie muchy – opowiada o swoich parafianach ks. Weder.

– Zdzisław jest rozdarty pomiędzy dwa miejsca. To jest Piła i Białoruś. To najważniejsze miejsca w jego życiu, które zawsze mile wspomina – mówi Zofia Miszkiewicz, siostra ks. Wedera – Proszę pamiętajcie o nim! On bardzo się cieszy na każdą serdeczność z Piły – mówi.

Część artykułu ukaże się w najbliższym Tygodniku Pilskim (26 czerwca 2012 r.)

[button size=”large” link=”http://sdrv.ms/QHdyhZ”]Zobacz galerię zdjęć[/button]