Oficjalna strona internetowa salezjańskiej parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem Świętej Rodziny w Pile

Na zawsze w naszych sercach. Wspomnienia o ks. Lewandowskim cz. 2

Ks. Kazimierz Lewandowski SDB2

Na zawsze w naszych sercach. Wspomnienia o ks. Lewandowskim cz. 2

Mnóstwo wspomnień! Tych mniej lub bardziej oficjalnych. Śp. Ks. Kazimierz Lewandowski w wiele serc wpisał się złotymi literami. Publikujemy kolejne wspomnienia.

nekrolog1

Swój "Drogowskaz wiary" - ks. Kazimierza wspomina Andrzej Pettke:

Ostatnie-zdjęcie-Księdza-Kazimierza-Lewandowskiego

Wczoraj odszedł Pasterz młodzieży salezjańskiej ale przede wszystkim młodzieży potrzebującej, odrzuconej na margines, szukającej Boga. Ksiądz Kazimierz swoją pokorą i oddaniem potrafił ukazać tym młodym ludziom Miłosiernego Boga ale przede wszystkim to, że jest na świecie ktoś, kto ich kocha i nigdy ich nie odrzuci.

Ja znam właśnie takiego księdza Kazimierza Lewandowskiego. W moim życiu również odegrał ważną rolę. Bezkompromisowy w sprawach wiary każdego dnia dawał świadectwo poświęcenia Bogu całego siebie, zawsze żył w prawdzie i tego uczył swoich podopiecznych.

Dla mnie ksiądz Kazimierz zawsze pozostanie drogowskazem na każdy dzień życia…
Pamiętajmy o Nim w modlitwie,
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, niech odpoczywa w Pokoju Wiecznym
Amen…

nekrolog1

Taki zwyczajny, a jednak niezwykły Ks. Kazimierz – pisze wdzięczna matka:

Śp.-Ksiądz-Kazimierz-Lewandowski-4Pod pozornie szorstkimi słowami i przenikliwym spojrzeniem ukryta najszlachetniejsza z możliwych dusza – pełna ciepła, , łagodności, zrozumienia, zatroskania, miłości.

Tę miłość umiał nieść wszystkim w słowie, czynach, modlitwie. Całym sobą zafascynowany młodzieżą – szczególnie tą trudną, która często w swym życiu nie doznała miłości. On właśnie w swych ośrodkach (Trzciniec i Rzepczyno) był im najlepszym ojcem, nauczycielem, kapłanem. W każdej rozmowie z ks. Kazimierzem padały w różnych kontekstach słowa pełne zatroskania … „moi chłopcy” … Bez reszty dla nich oddany.

Ale nie tylko dla nich. Swym dobrem i miłością hojnie potrafił obdarować liczne osoby nie tylko ze swego otoczenia. „Księże Kazimierzu … potrzebna modlitwa … moja córka … zła diagnoza lekarska” „Tak – jutro godz. 7.00 rano odprawię mszę świętą w jej intencji i obiecuję – będę się modlił.” I modlił się. Tylko Pan Bóg wie ile … Powiedział też „zobaczycie będzie wszystko dobrze, na święta Bożego Narodzenia będziecie radośni…” I tak było.

Druga sytuacja. „Księże Kazimierzu – młoda, mądra, podobno bardzo piękna studentka poważnie choruje. Cierpi na bardzo trudną w leczeniu chorobę. Stan zdrowia dziewczyny – zły. Ksiądz Kazimierz pyta – imię? I jednoznacznie deklaruje – „będę się bardzo modlił. W jej intencji. Wierzę, że pan Bóg mnie wysłucha.” I wysłuchał. Ku zadziwieniu lekarzy choroba zaczęła się cofać. Dziewczyna wyzdrowiała, skończyła studia, pracuje.

Jego zatroskanie o każdego człowieka było wprost zadziwiające, a jego słowa przenikały, skłaniały do refleksji, trafiały do serc ludzkich.

Dziś pytamy – dlaczego? Tak Bóg chciał – byśmy mieli orędownika – tam w niebie.

wdzięczna matka

nekrolog1

O Księdzu Kazimierzu pisze salezjanin z naszej parafii – ks. Andrzej Mimier :

Czytam z wielkim wzruszeniem kolejne wspomnienia o ks. Kazimierzu. Powiernik ważnych spraw, przyjaciel, wychowawca, wzór…

Ksiądz-Kazimierz-LewandowskiA moje jest takie zwyczajne i proste. Wcześniej znałem go bardziej z opowiadań, nigdy osobiście, aż tu nagle w 2006 roku zamieszkaliśmy pod jednym dachem, w jednej wspólnocie w parafii św. Jana Bosko w Szczecinie. Boże jak ja Ci dziś dziękuję za ten czas, że mogłem siedzieć razem z Czarnym przy stole, słuchać niezapomnianych słownych przepychanek ks. Kazia z ks. Leszkiem Kasperowiczem ile to wnosiło radości i zabawy! No a potem obowiązkowo kawa i ciągle to samo polecenie: „ wiesz mordo jaką masz mi zrobić, taką z mocą…” Ten Jego pokój z mnóstwem ikon i obrazów, tak bardzo lubiłem tam zachodzić każdego dnia, zawsze było o czym pogadać, ale wolałem słuchać o czasach studiów w Lublinie i spotkaniach z ks. Blachnickim, o pierwszych oazach, o Trzcińcu, o stary prałacie spod Wilna, a najbardziej czekałem na niedzielę i na kazanie, a potem przez całe śniadanie urabiałem ks. Kazia aby powtórzył je raz jeszcze na mszy którą odprawiałem.

Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc, dobre słowo. Jak dla wielu, tak i dla mnie stał się kimś wyjątkowym, kogo przechowuje się w sercu i pielęgnuje każde wspomnienie. Moje wspomnienia to ks. Kazimierz parafialnej codzienności taki dobry i kochany. To był tylko rok, rok z kochanym ks. Kaziem.

Dziękuje Ci za wszystko…

nekrolog1

Wspomnienie ks. Wojciecha Pettke:

Moje życie Opatrzność Boża związała z osobą Ks. Kazimierza Lewandowskiego (Czarnego) we wrześniu 1990 roku, kiedy zameldowałem się w Czaplinku aby odbyć drugi rok asystencji. Mimo że ks. Kazimierz był proboszczem i Dyrektorem w Czaplinku, nie mówiło się o Nim inaczej jak „Czarny”. Znany w kręgach Ruchu Światło – Życie duszpasterz młodych, otwarty na każdego człowieka, zwłaszcza młodego i zagubionego na meandrach życia. Dla mnie, młodego kleryka był przede wszystkim Ojcem, który z cierpliwością ukazywał mi piękno powołania salezjańskiego i swoim życiem potwierdzał moje wybory. Kiedy jesienią 1990 roku na prośbę Pani Zofii Langowskiej bez wahania na trzy miesiące przyjął na plebanię młodzież tworzącego się ośrodka młodzieży w Trzcińcu (miało to związek z remontami w ośrodku), doświadczyłem Jego niezwykłej wiary w Opatrzność Bożą i miłości do młodzieży zwłaszcza tej najuboższej.

Śp.-Ksiądz-Kazimierz-Lewandowski-10Za wielką łaskę poczytuję sobie udział w rekolekcjach ewangelizacyjnych w Dębnie wiosną 1991 roku, gdzie będąc w ekipie ewangelizacyjnej mogłem odkrywać piękno Słowa Bożego, które głosił „Czarny” do młodych. Mam wrażenie że nie było chyba w naszej Inspektorii placówki, w której ks. Kazimierz nie głosiłby słowa Bożego. A jak głosił – każdy wie. Dla mnie jest to też wielkim darem Opatrzności że jako kleryk na teologii czy już jako kapłan wielokrotnie jeździłem wraz z Nim na rekolekcje i misje, nie tylko służąc Mu pomocą lecz przede wszystkim próbując się nawracać przez odkrywanie głoszonego z mocą Słowa Bożego.

Siedem lat spędzonych z ks. Kazimierzem w Trzcińcu to kolejny piękny czas. I tu chyba najbardziej doświadczaliśmy wszyscy (pracownicy, wychowankowie i współbracia) tego bogactwa osobowości naszego kochanego „Czarnego”, dzięki któremu Trzciniec był dla nas wszystkich przede wszystkim domem i rodziną a nie placówką i zakładem. Świadectwa byłych wychowanków, zaproszenia na błogosławieństwo związków sakramentalnych, chrztów czy po prostu zwykłe odwiedziny są tutaj najbardziej wymowne.

Jest taka opinia wśród salezjanów że atmosferę domu salezjańskiego tworzy Dyrektor. Tak też było u „Czarnego”. Jego niezwykła ufność Panu Bogu i Maryi i ten upór w dążeniu do celu pozwalały pokonywać wszelkie trudne sytuacje. A wszystko to w atmosferze normalności życia i wzajemnej przyjaźni.
Wiem że Pan Bóg daje człowiekowi znaki na drogach ku wieczności. Jemu więc niech będą dzięki za dar osoby Księdza Kazimierza („Czarnego”) w moim życiu.

Dziękuję Ci Boże za dar gorliwego współbrata, mądrego ojca i wiernego przyjaciela, a ciebie drogi księże Kazimierzu proszę, wstawiaj się za nami, byśmy wszyscy spotkali się w niebieskim Domu Młodzieży z naszym ukochanym księdzem Bosko i Maryją Wspomożycielką.

nekrolog1

Księdza Kazimierza wspominają państwo Anna i Waldemar Ciuma z Dębna:

„Najdroższą dla człowieka rzeczą jest życie. Dane jest raz człowiekowi i trzeba przeżyć je tak, aby nie płonąć ze wstydu za lata przeżyte bez celu….,aby można było powiedzieć, umierając; całe życie, wszystkie siły oddałem rzeczy najpiękniejszej na świecie -walce o ludzką miłość.”

Prymicje-ks.-Kazimierza-Lewandowskiego-w-parafii-Świętej-Rodziny-w-Pile1Takiego ks. Kazimierza pamiętamy, skromnego walczącego miłością o każdego młodego człowieka. Był i jest dla nas wzorem miłości bezinteresownej, pokazał nam Chrystusa tego pochylającego się nad grzesznym człowiekiem ,nauczył jak nieść Go drugiemu człowiekowi, najważniejsze co przekazał to miłość do Ruchu Światło- Życie. Ta miłość miała i ma wpływ na nasze życie na to jacy dziś jesteśmy w tym duchu staramy się wychować nasze dzieci.

Jesteśmy bardzo wdzięczni Bogu za to, że postawił na naszej drodze takiego kapłana, wielkiego człowieka. A za moją animatorką mogę powiedzieć: ” każdy z nas kto zetknął się z ks. Kazimierzem nosi w sobie Jego cząstkę”.

nekrolog1

„Czarny” we wspomnieniach salezjanina, ks. Tomasza Motyki:

Kiedy w niedzielę dowiedziałem się o zawale ks. Kazimierza pojechałem do szpitala Arkońskiego w Szczecinie. Musiałem chwilę poczekać bo jeszcze lekarze coś działali. Po chwili wyjechał na wózku pchanym przez sanitariuszy. Wśród całej aparatury było widać te Jego wielkie oczy i tą ciemną otoczkę, która jeszcze pozostała z nazwy ” Czarny”, bo włosy tego nie wskazywały.

Dzisiaj po latach miło jest wspomnieć, że było się uczniem ks. Kazimierza nie tylko na katechezie, ale i w Oazie. Trudno jest mi dziś powiedzieć co miał w sobie, bo przecież nie grał w piłkę, nie grał na gitarze, nie opowiadał kawałów, a chciało się usiąść obok Niego jak Ewangeliczna Maria u stóp Jezusa. Nigdy nie mówił, że możesz zrobić coś w połowie, złościł się jak widział, że nie pragniemy zrobić czegoś do końca tylko połowicznie.

SONY DSCCzym nas zaraził:
miłością do Chrystusa
szacunkiem dla Kościoła
ufnością do Maryi (szczególnie Skrzatuskiej)
drogą w Oazie
sensem życia w cieniu Krzyża

I dlaczego to coś tak bardzo dziś nie popularne i szykanowane sprawiło, że spróbowaliśmy pójść tą drogą, że mimo chwilowych wahań, błędów z utęsknieniem wracaliśmy do tego co Mówił. Bo widzieliśmy, że tym żyje, że jest autentyczny bez kompromisów.

Mam nadzieję, że uda się mam zachować Jego spuściznę. Może potrzeba było Jego cierpienia i ofiary, aby poruszyć nasze serca. Zaprosić na nowo do spotkanie w miłości z Chrystusem, do tego czym nas zaraził. Może…

nekrolog1

  1. Joanna Cymbaluk (Oryszczuk)
    Joanna Cymbaluk (Oryszczuk)31 marca 2011

    A ja zapamiętam Czarnego z naszej podróży z Dębna do Trzcińca. Jechaliśmy wtedy tylko dwoje ,,maluchem”. Była zima. Wpadliśmy w poślizg. Znaleźliśmy się w rowie, a dookoła las i żywej duszy w pobliżu. A tu Czarny (jak już wydostaliśmy się z samochodu i trochę ochłonęliśmy)mówi, że nie wie nawet, czy ma koło zapasowe i pyta mnie, czy potrafię wymienić koło. Pomyślałam sobie: ,,no to nieźle, a ja chciałam o tyle ważnych spraw zapytać, a przyjdzie mi samej koło wymieniać”. Ale dzięki Bogu pojawił się ,,ogórek” z robotnikami wracającymi do domu, panowie wyskoczyli, otoczyli ,,malucha”, podnieśli go i postawili na jezdni. A my patrzyliśmy to na nich, to na siebie z niedowierzaniem. Śnieg oszczędził samochód i mogliśmy dalej podróżować, ale tego, co usłyszałam po tym wszystkim, nigdy nie zapomnę. Słowa ksiedza Kazimierza wracają do mnie często w różnych sytuacjach, a szczególnie odkąd mam swoje dzieci.I te Jego opowieści o Krzyżu, który wtedy połamał się.Było trochę strasznie, trochę śmiesznie. Dla mnie skończył się pewien etap życia. Módl się za nami… Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie.

  2. Joanna Cymbaluk (Oryszczuk)
    Joanna Cymbaluk (Oryszczuk)31 marca 2011

    A ja zapamiętam Czarnego z naszej podróży z Dębna do Trzcińca. Jechaliśmy wtedy tylko dwoje ,,maluchem”. Była zima. Wpadliśmy w poślizg. Znaleźliśmy się w rowie, a dookoła las i żywej duszy w pobliżu. A tu Czarny (jak już wydostaliśmy się z samochodu i trochę ochłonęliśmy)mówi, że nie wie nawet, czy ma koło zapasowe i pyta mnie, czy potrafię wymienić koło. Pomyślałam sobie: ,,no to nieźle, a ja chciałam o tyle ważnych spraw zapytać, a przyjdzie mi samej koło wymieniać”. Ale dzięki Bogu pojawił się ,,ogórek” z robotnikami wracającymi do domu, panowie wyskoczyli, otoczyli ,,malucha”, podnieśli go i postawili na jezdni. A my patrzyliśmy to na nich, to na siebie z niedowierzaniem. Śnieg oszczędził samochód i mogliśmy dalej podróżować, ale tego, co usłyszałam po tym wszystkim, nigdy nie zapomnę. Słowa ksiedza Kazimierza wracają do mnie często w różnych sytuacjach, a szczególnie odkąd mam swoje dzieci.I te Jego opowieści o Krzyżu, który wtedy połamał się.Było trochę strasznie, trochę śmiesznie. Dla mnie skończył się pewien etap życia. Módl się za nami… Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie.

  3. Tomasz (admin)
    Tomasz (admin)31 marca 2011

    Trzecia część wspomnień związanych z śp. Księdzem Kazimierzem Lewandowskim znajduje się TUTAJ

  4. Tomasz (admin)
    Tomasz (admin)31 marca 2011

    Trzecia część wspomnień związanych z śp. Księdzem Kazimierzem Lewandowskim znajduje się TUTAJ

  5. ks.B. leciej
    ks.B. leciej30 marca 2011

    Święty Człowiek, ale nie zawsze przez nas Współbraci szanowany.

  6. Grażyna Kasprzyk-Głaszcz
    Grażyna Kasprzyk-Głaszcz30 marca 2011

    ” Tylko się strzeż bardzo i pilnuj siebie,byś nie zapomniał o tych rzeczach, które widziały twe oczy: by z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia, ale ucz ich swych synów i wnuków.”(Pwt 4;9)
    To fragment a dzisiejszych czytań… Dzisiaj dowiedziałam sie o śmierci Ks.Kazimierza.
    Czasami Dobry Bóg stawia na naszej drodze ludzi, dzięki którym w sposób szczególny pokazuje nam jacy jesteśmy piękni w Jego oczach, jak bardzo warci największego nawet zachodu, tak bardzo godni zaufania,że powierzyć nam można pracę w swojej winnicy…
    Kochany Księże Kazimierzu, opowiedziałam dziś o Tobie moim dziewczynkom. Usłyszałam: Mamo, jeszcze!
    Dziekuje Ci bardzo. Za wszystko.
    Chwała Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu….

  7. Grażyna Kasprzyk-Głaszcz
    Grażyna Kasprzyk-Głaszcz30 marca 2011

    ” Tylko się strzeż bardzo i pilnuj siebie,byś nie zapomniał o tych rzeczach, które widziały twe oczy: by z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia, ale ucz ich swych synów i wnuków.”(Pwt 4;9)
    To fragment a dzisiejszych czytań… Dzisiaj dowiedziałam sie o śmierci Ks.Kazimierza.
    Czasami Dobry Bóg stawia na naszej drodze ludzi, dzięki którym w sposób szczególny pokazuje nam jacy jesteśmy piękni w Jego oczach, jak bardzo warci największego nawet zachodu, tak bardzo godni zaufania,że powierzyć nam można pracę w swojej winnicy…
    Kochany Księże Kazimierzu, opowiedziałam dziś o Tobie moim dziewczynkom. Usłyszałam: Mamo, jeszcze!
    Dziekuje Ci bardzo. Za wszystko.
    Chwała Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu….

  8. Dorota Chabowska
    Dorota Chabowska30 marca 2011

    Pamiętacie, gdy wujek mieszkał jeszcze w Trzcińcu i były rekolekcje, gdy nie było go w pokoju wstawili tam komputer. Gdy wujek go zobaczył to zaczął krzyczeć i mówił, że w tym pokoju nie ma miejsca dla nich dwóch. „albo on, albo ja!” ile jest takich małych wspomnień, które mimo bólu wywołują uśmiech. Jestem szczęściarą, że miałam takiego wujka. Mam nadzieję, że on teraz też będzie do mnie przychodził i przytulał, jak zawsze. Wiecie co mnie boli? „kiedy młoda w końcu wyjdziesz za mąż, bo ja niedługo umrę, a chcę ci dać ślub”. Nie wierzyłam i śmiałam się z tego a teraz jest za późno…

  9. Dorota Chabowska
    Dorota Chabowska30 marca 2011

    Pamiętacie, gdy wujek mieszkał jeszcze w Trzcińcu i były rekolekcje, gdy nie było go w pokoju wstawili tam komputer. Gdy wujek go zobaczył to zaczął krzyczeć i mówił, że w tym pokoju nie ma miejsca dla nich dwóch. „albo on, albo ja!” ile jest takich małych wspomnień, które mimo bólu wywołują uśmiech. Jestem szczęściarą, że miałam takiego wujka. Mam nadzieję, że on teraz też będzie do mnie przychodził i przytulał, jak zawsze. Wiecie co mnie boli? „kiedy młoda w końcu wyjdziesz za mąż, bo ja niedługo umrę, a chcę ci dać ślub”. Nie wierzyłam i śmiałam się z tego a teraz jest za późno…

  10. ks. Rafał Krysiak
    ks. Rafał Krysiak30 marca 2011

    O ks. Kazimierzu usłyszałem pierwszy raz od brata od brata, bo był z nim na rekolekcjach oazowych. A potem i ja spotkałem się z ks. Kazimierzem. Patrzyłem na „Czarnego” jako chłopak i potem jako kapłan. Zawsze wywierał ogromne wrażenie. Pamiętam, jak mogłem służyć mu do Mszy św. a potem sprawować ją razem z Nim. Być po tej samej stronie ołtarza. Nie zapomnę jak podczas jednych z wakacyjnych rekolekcji „Czarny” uczył się posługiwać myszką komputerowa, jak się denerwował a jednocześnie ile było w tym śmiechu i zabawy. Był i pozostanie jako Miłosierny Ojciec z obrazu Rembrandta, co ma dwie różne dłonie. Dłoń ojca i matki. Takiego zapamiętałem ks. Kazimierza Lewandowskiego.

  11. ks. Rafał Krysiak
    ks. Rafał Krysiak30 marca 2011

    O ks. Kazimierzu usłyszałem pierwszy raz od brata od brata, bo był z nim na rekolekcjach oazowych. A potem i ja spotkałem się z ks. Kazimierzem. Patrzyłem na „Czarnego” jako chłopak i potem jako kapłan. Zawsze wywierał ogromne wrażenie. Pamiętam, jak mogłem służyć mu do Mszy św. a potem sprawować ją razem z Nim. Być po tej samej stronie ołtarza. Nie zapomnę jak podczas jednych z wakacyjnych rekolekcji „Czarny” uczył się posługiwać myszką komputerowa, jak się denerwował a jednocześnie ile było w tym śmiechu i zabawy. Był i pozostanie jako Miłosierny Ojciec z obrazu Rembrandta, co ma dwie różne dłonie. Dłoń ojca i matki. Takiego zapamiętałem ks. Kazimierza Lewandowskiego.

  12. Agnieszka Urbanowicz
    Agnieszka Urbanowicz30 marca 2011

    Tyle wspólnych rekolekcji, tych oazowych i diakonii,spotkań rozmów,pierwsze wspomnienia z Trzcińca, to jakby dziś…, tyle lat.
    Ksiądz Kazimierz dla mnie wzór Kapłana, ale przede wszystkim Przyjaciel i ojciec” duchowy”. Kiedyś powiedział: ” pięknie mi wydoroślałaś dziewczyno”, to były ciepłe słowa kogoś kto mnie dobrze zna, kto był mi bardzo bliski.Dziś czytam naszego ulubionego poetę Ks Twardowskiego,ksiądz Kaziu bardzo go lubił… i myślę”Spieszmy się kochac ludzi, tak szybko odchodzą”.Odszedł, ale na zawsze zostanie w moim sercu i pamięci.

  13. Gabriela Zborowska
    Gabriela Zborowska29 marca 2011

    Ks. Kazimierz w latach 80-tych w czasie pobytu w parafii w Dębnie… zaczynałam swoją „przygodę” z Oazą, przed wyjazdem wakacyjnym na I stopień było bierzmowanie naszego rocznika. Wtedy w prezencie od Niego dostałam takie małe Pismo Św. i powiedział „nie rozstawaj się z nim, będzie Ci potrzebne na rekolekcjach i nie tylko…” To najwspanialszy prezent od Czarnego, nauczył mnie jak je czytać, rozważać… Na wszystkie kłopoty miał odpowiedź: módl się i ja się też pomodlę.
    Dobrze było, gdy raz w roku przez kolejne lata bywał w Dębnie, wtedy można było usłyszeć Jego słowa, zobaczyć uśmiech i „dostać po głowie”. W czasie kazań dobitne słowa: ” do Ciebie mówię …”
    Jeszcze ten moment w czasie Eucharystii- moment PRZEISTOCZENIA – w tym czasie CHARAKTERYSTYCZNIE wypowiadane słowa: TO JEST CIAŁO MOJE…. Księże Kazimierzu już nie usłyszę Twojego głosu, ale Twoje słowa „słyszę” w sercu. Dziękuję za wszystko i pamiętam w modlitwie

  14. Gabriela Zborowska
    Gabriela Zborowska29 marca 2011

    Ks. Kazimierz w latach 80-tych w czasie pobytu w parafii w Dębnie… zaczynałam swoją „przygodę” z Oazą, przed wyjazdem wakacyjnym na I stopień było bierzmowanie naszego rocznika. Wtedy w prezencie od Niego dostałam takie małe Pismo Św. i powiedział „nie rozstawaj się z nim, będzie Ci potrzebne na rekolekcjach i nie tylko…” To najwspanialszy prezent od Czarnego, nauczył mnie jak je czytać, rozważać… Na wszystkie kłopoty miał odpowiedź: módl się i ja się też pomodlę.
    Dobrze było, gdy raz w roku przez kolejne lata bywał w Dębnie, wtedy można było usłyszeć Jego słowa, zobaczyć uśmiech i „dostać po głowie”. W czasie kazań dobitne słowa: ” do Ciebie mówię …”
    Jeszcze ten moment w czasie Eucharystii- moment PRZEISTOCZENIA – w tym czasie CHARAKTERYSTYCZNIE wypowiadane słowa: TO JEST CIAŁO MOJE…. Księże Kazimierzu już nie usłyszę Twojego głosu, ale Twoje słowa „słyszę” w sercu. Dziękuję za wszystko i pamiętam w modlitwie

    • Agnieszka Urbanowicz
      Agnieszka Urbanowicz30 marca 2011

      Ksiądz Kazimierz, najlepszy przyjaciel, duchowy ojciec,tyle wspólnych rekolekcji oazowych dobrych i pięknych wspomnień, pierwsze rekolekcje w Trzcińcu, tyle lat…, a to jakby wczoraj i jego słowa”pięknie mi wydoroślałaś dziewczyno”,były jak słowa przyjaciela- ojca, który dobrze mnie zna.Dziś czytam ks Twardowskiego, ks Kaziu bardzo go lubił i myślę” spieszmy się kochac ludzi, tak szybko odchodzą”Pozostanie zawsze w moim sercu i pamięci.

  15. Marysia Głowacka
    Marysia Głowacka29 marca 2011

    Nie potrafię przypomnieć sobie momentu, w którym poznałam księdza Kazimierza. Od początku mojego bycia w oazie słyszałam o nim i zawsze słowo ‚Czarny’ było wypowiadane z szacunkiem, radością i miłością. Wzbudzał we mnie ogromny respekt. Teraz, gdy patrzę wstecz mogę powiedzieć jedno zdanie: Jestem dumna z tego, że Go poznałam, że należę do grona uczestników tegorocznego KODA, których ks. Kazimierz przygotował do bycia animatorem. Mam miliony notatek z konferencji, do których, jestem pewna, będę wiele razy wracać. Ks. Kazimierz zostawił nam podczas kursu pracę domową, do realizacji przez całe życie. Zostawił fragment, który jak powiedział ‚konsultował’ z Blachnickim dla nas. Powtarzał:’MODLITWA, LITURGIA, PISMO ŚWIĘTE’ oraz to, że w życiu animatora nie może zabraknąć modlitwy, świadomości i szacunku, że w każdym trzeba widzieć człowieka, że trzeba poruszać jego duszę. Teraz umiem to wszystko zebrać i powiedzieć: Dziękuję za to, że mnie przygotowałeś! Że dotknąłeś moją duszę, nauczyłeś tego co najważniejsze oraz pokazałeś jak kochać charyzmat Światło-Życie i Polskę. Nigdy nie zapomnę Twoich słów, Twojego spojrzenia i uśmiechu. Twojego: ‚nie możesz być letni!’, ‚pięć euro!’, ‚dzieci! co wy sobie myślicie? co wy chcecie?’ i ‚ciągle ta świeczka! nie znacie innych piosenek?’… Nie potrafię sobie przypomnieć pierwszego spotkania z xCzarnym, ale na zawsze zapamiętam nasze pożegnanie 2 stycznia, gdy wyjeżdżałam z Rzepczyna, w którym na zawsze zostawiłam kawałek serca.
    ‚Odpoczniemy w niebie!’ – odpoczywaj i do zobaczenia
    PS. Możesz być spokojny zaKODowAni 2010/2011 zrobią wszystko, żebyś był z nich dumny

  16. Marysia Głowacka
    Marysia Głowacka29 marca 2011

    Nie potrafię przypomnieć sobie momentu, w którym poznałam księdza Kazimierza. Od początku mojego bycia w oazie słyszałam o nim i zawsze słowo ‚Czarny’ było wypowiadane z szacunkiem, radością i miłością. Wzbudzał we mnie ogromny respekt. Teraz, gdy patrzę wstecz mogę powiedzieć jedno zdanie: Jestem dumna z tego, że Go poznałam, że należę do grona uczestników tegorocznego KODA, których ks. Kazimierz przygotował do bycia animatorem. Mam miliony notatek z konferencji, do których, jestem pewna, będę wiele razy wracać. Ks. Kazimierz zostawił nam podczas kursu pracę domową, do realizacji przez całe życie. Zostawił fragment, który jak powiedział ‚konsultował’ z Blachnickim dla nas. Powtarzał:’MODLITWA, LITURGIA, PISMO ŚWIĘTE’ oraz to, że w życiu animatora nie może zabraknąć modlitwy, świadomości i szacunku, że w każdym trzeba widzieć człowieka, że trzeba poruszać jego duszę. Teraz umiem to wszystko zebrać i powiedzieć: Dziękuję za to, że mnie przygotowałeś! Że dotknąłeś moją duszę, nauczyłeś tego co najważniejsze oraz pokazałeś jak kochać charyzmat Światło-Życie i Polskę. Nigdy nie zapomnę Twoich słów, Twojego spojrzenia i uśmiechu. Twojego: ‚nie możesz być letni!’, ‚pięć euro!’, ‚dzieci! co wy sobie myślicie? co wy chcecie?’ i ‚ciągle ta świeczka! nie znacie innych piosenek?’… Nie potrafię sobie przypomnieć pierwszego spotkania z xCzarnym, ale na zawsze zapamiętam nasze pożegnanie 2 stycznia, gdy wyjeżdżałam z Rzepczyna, w którym na zawsze zostawiłam kawałek serca.
    ‚Odpoczniemy w niebie!’ – odpoczywaj i do zobaczenia
    PS. Możesz być spokojny zaKODowAni 2010/2011 zrobią wszystko, żebyś był z nich dumny

  17. Ania Jarmołowicz
    Ania Jarmołowicz29 marca 2011

    Setki wspomnień, które kołaczą się w mojej głowie, rozmów o rzeczach kluczowych i zwykłych słownych przepychanek, wylanych żalów i płaczu, a także serdecznego śmiechu wskutek niezliczonych żartów…Tego wszystkiego księże Kazimierzu nie zapomnę nigdy….Nie zapomnę jak uczyłeś mnie być Polką, katoliczką, człowiekiem…animatorem…To Ty pokazałeś mi, że trzeba kochać każdego człowieka, którego spotka się na swojej drodze, że trzeba pokochać i zrozumieć, a nigdy ocenić…Nie zdążyłam Ci powiedzieć jak wiele Ci zawdzięczam, ale czułam zawsze, że Twoja modlitwa mnie prowadzi i że Pan Bóg przez Twoje usta przedstawia mi plan na moje życie…Dziękuję za każdą krytykę, która przywracała mnie do rzeczywistości i za to, że mogłam pod Twoim oknem wyśpiewywać „Serdeczna matko” po to tylko, żeby złapać lecące pomidory, jabłka, a czasem i kapcie;p…Za każdą sprzeczkę o ilość kawy w kawie i poczucie polskości za granica i za każde”DZIECKO KOCHANE”w odpowiedzi na moją naiwność i upór…Nigdy nie zapomnę jak dumna czułam się po każdej pochwale z Twoich ust i zrobię wszystko, byś w niebie także mógł być ze mnie dumny.
    P.S. Po ludzku było za wcześnie, ale przecież Ty zawsze postrzegałeś wszystko po Bożemu…
    Dziękuję

  18. Justyna Sadowska
    Justyna Sadowska29 marca 2011

    Ciężko kiedy zabraknie Kogoś ,kogo się ceni,szanuje…Ks.Kazimierz mówił”Pamiętajcie trzeba być gorącym-letnich Pan wypluje”.Za wszystkie słowa -te krótkie ,ostre,padające na naukach,kazaniach,rekolekcjach- które każdy z nas nosi w swoim sercu,za uśmiech ,za czas na wspólnych modlitwach,za to ,że i moja córka mogła poznać i usłyszeć Ciebie ks.Czarny,za poryw naszych serc-Dziękuję i pamiętam w modlitwie.

  19. Justyna Sadowska
    Justyna Sadowska29 marca 2011

    Ciężko kiedy zabraknie Kogoś ,kogo się ceni,szanuje…Ks.Kazimierz mówił”Pamiętajcie trzeba być gorącym-letnich Pan wypluje”.Za wszystkie słowa -te krótkie ,ostre,padające na naukach,kazaniach,rekolekcjach- które każdy z nas nosi w swoim sercu,za uśmiech ,za czas na wspólnych modlitwach,za to ,że i moja córka mogła poznać i usłyszeć Ciebie ks.Czarny,za poryw naszych serc-Dziękuję i pamiętam w modlitwie.

  20. Ania Jałoszewska
    Ania Jałoszewska28 marca 2011

    wspominam dziś ostatnie rekolekcje, które miałam szczęście przeżyć w te wakacje z xKaziem. I rozładowany akumulator w jego samochodzie, który zostawiliśmy wieczorem na włączonych światłach nad jeziorem, i nieprzespaną noc przez stres- jak ja mu to rano powiem, przecież mnie udusi. I jego rozbawioną minę kiedy zestrachana mu opowiadałam co się stało, i jego radosne: „Dziecko, idź po prostu do tego samochodu i włącz silnik, zobaczysz, że dziś zapali.I przestaw go pod moje okno. aha, i nie martw sie- jutro znów wam pożyczę”. Taki właśnie był- cały dla nas. Tak sobie właśnie wyobrażam księdza Bosko. Gotowy w każdej chwili pomóc, wierny powołaniu, zapatrzony w Jezusa, zakochany w Eucharystii i w Matce Najświętszej.
    Dziękuję Ci Księże za to, że wyleczyłeś mnie z bycia letnią, że nauczyłeś mnie, że wymagać trzeba przede wszystkim od siebie, ale najbardziej dziękuję Ci za to, że pokazałeś mi, że Ruch nie jest żadnym etapem, tylko sposobem na życie.

  21. Anna Krzyżanowska
    Anna Krzyżanowska28 marca 2011

    Trudno ubrać w słowa myśli, wspomnienia, które wiążą się z Ks. Kazimierzem, a które w ostatnich dniach tak mocno powracają. Pamiętam moje pierwsze z nim spotkanie w Skrzatuszu wiele… lat temu i to Jego jakże banalne pytanie „Dziecko skąd Ty jesteś?” i tak się zaczęło… Dziś dziękuje Bogu, że z rąk ks. Kazimierza otrzymałam błogosławieństwo animatora, moderatora. Dziękuje, że dane mi było u Jego boku uczyć się bycia animatorem, moderatorem. Pamiętam jak powtarzał „Dziecko jako moderator zapamiętaj na oazie może zabraknąć wszystkiego, ale chleb musi być”. To on nauczył mnie kochać Ruch. Być wytrwałą i nie poddawać się mimo przeciwności. Dziękuję Ci Księże, za zawsze otwarte drzwi domu i serca. Za każdą modlitwę i wspólnie wypitą kawę. Można było siedzieć godzinami i słuchać Twoich opowieści- nie mając nigdy dość, nawet jeśli jakąś historię słyszało się kilka razy. Tak sobie myślę, że te ostatnie rekolekcje, których ks. Kazimierz nie zdążył wygłosić z ambony wygłosił do nas ze szpitalnego łóżka. Na nowo obudził w nas pragnienie modlitwy, wspólnoty i jedności.

  22. Gabriela Wójciak
    Gabriela Wójciak28 marca 2011

    Opowieści o ks.Lewndowskim towarzyszyły mi od wczesnego dzieciństwa. Nie miałam jeszcze pojęcia czym dokładnie jest Ruch Światło-Życia, ale wiedziałam już, że i ja, idąc śladami mojego starszego rodzeństwa będę kiedyś „Dzieckiem Bożym” i pojadę na rekolekcje, gdzie dostanę swoją własną Foskę. I z niecierpliwością czekałam tego dnia, w którym na własne oczy ujrzę Trzciniec i poznam Czarnego, podziwianego dotychczas z daleka na obchodzonych w Dębnie Dniach Światła, na które ciągała mnie moja starsza siostra.
    Miałam zaszczyt przeżyć najwspanialszy I’ w Trzcińcu pod opieką ks. Kazimierza, codzienne msze św, kazania i spowiedź z całego życia… Wieczorne opowieści o pierwszych Oazowiczach, o ks. Blachnickim, o wspólnym dziele tworzonym z p.Zosią… zawsze otwarta kaplica… zawsze otwarte serce kapłana… jego dłonie nad moją głową… i zrezygnowane westchnienie mające zamaskować ukryty uśmiech, gdy co wieczór ustawialiśmy się pod Jego pokojem i błagaliśmy o krzyżyk…
    Czas, który ukształtował moją świadomość…
    Czas którego nigdy nie zapomnę…
    Słupsk, Skrzatusz, Rzepczyno, Krościenko i wszystkie te inne miejsca, które nie miały w sobie tego ogromnego wybuchu radości, jeśli Czarny nie mógł nam towarzyszyć. To On był naszym głównym drogowskazem, pociechą i wsparciem, jechaliśmy tam uzależnieni od Jego słowa, by zaczerpnąć z nich jak ze źródła sił na to by żyć, by się odnaleźć lub by ktoś nami potrząsną, gdy tracimy ostrość widzenia…

    Jeden człowiek, który wpłynął i odmienił życie tak wielkiej rzeszy młodzieży… Nasz kochany i niezapomniany Anioł Stróż…
    Dziękujemy Ci Panie, że nam go zesłałeś!!!

    Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie.

  23. Gabriela Wójciak
    Gabriela Wójciak28 marca 2011

    Opowieści o ks.Lewndowskim towarzyszyły mi od wczesnego dzieciństwa. Nie miałam jeszcze pojęcia czym dokładnie jest Ruch Światło-Życia, ale wiedziałam już, że i ja, idąc śladami mojego starszego rodzeństwa będę kiedyś „Dzieckiem Bożym” i pojadę na rekolekcje, gdzie dostanę swoją własną Foskę. I z niecierpliwością czekałam tego dnia, w którym na własne oczy ujrzę Trzciniec i poznam Czarnego, podziwianego dotychczas z daleka na obchodzonych w Dębnie Dniach Światła, na które ciągała mnie moja starsza siostra.
    Miałam zaszczyt przeżyć najwspanialszy I’ w Trzcińcu pod opieką ks. Kazimierza, codzienne msze św, kazania i spowiedź z całego życia… Wieczorne opowieści o pierwszych Oazowiczach, o ks. Blachnickim, o wspólnym dziele tworzonym z p.Zosią… zawsze otwarta kaplica… zawsze otwarte serce kapłana… jego dłonie nad moją głową… i zrezygnowane westchnienie mające zamaskować ukryty uśmiech, gdy co wieczór ustawialiśmy się pod Jego pokojem i błagaliśmy o krzyżyk…
    Czas, który ukształtował moją świadomość…
    Czas którego nigdy nie zapomnę…
    Słupsk, Skrzatusz, Rzepczyno, Krościenko i wszystkie te inne miejsca, które nie miały w sobie tego ogromnego wybuchu radości, jeśli Czarny nie mógł nam towarzyszyć. To On był naszym głównym drogowskazem, pociechą i wsparciem, jechaliśmy tam uzależnieni od Jego słowa, by zaczerpnąć z nich jak ze źródła sił na to by żyć, by się odnaleźć lub by ktoś nami potrząsną, gdy tracimy ostrość widzenia…

    Jeden człowiek, który wpłynął i odmienił życie tak wielkiej rzeszy młodzieży… Nasz kochany i niezapomniany Anioł Stróż…
    Dziękujemy Ci Panie, że nam go zesłałeś!!!

    Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie.

  24. Bogus Lamparski
    Bogus Lamparski28 marca 2011

    Dla mnie Kazik pozostanie jako serdeczny kolega z lat dziecinstwa Razem sie wychowalismy w jednym domu w Pile na Zygmunta Starego. Razem chodzilismy do szkoly podstawowej a potem do ogolniaka Pamietam wspolne zabawy z Kazikiem i jego bratem Zbyszkiem. Pamietam bylismy razem ministrantami w Sw. Rodzinie. To byly wspaniale lata naszego dziecinstwa i mlodzienczych lat. Ja potem wyjechalem z Polski, pewnego dnia udalo mi sie zlokalizowac Kazika , rozmawialismy serdecznie na telefonie wspominajac czasy naszej mlodosci.
    Spoczywaj w Pokoju, Kazik

  25. Basia Jarosik
    Basia Jarosik27 marca 2011

    Ojciec oazowiczów… Także mój, bo kiedy myślę o Jego byciu z nami, Jego przepowiadaniu Ewangelii i wychowywaniu nas na bardziej „świadomych” katolików, to najmocniej brzmi mi w uszach Jego chropowate, a jednak zawsze tak pełne troski i miłości wezwanie „Dzieci!…” To słowo nie było dla Niego zwykłym przerywnikiem, bo faktycznie byliśmy jak Jego dzieci. I tak samo jak kochający rodzic, czasem próbował udawać, że się na nas złości, że ma nas dosyć… a było wiadomo, że i tak cały jest dla nas.
    Nieustająca chwała Panu za naszego ks. Kazimierza…

  26. Piotr Romanicz
    Piotr Romanicz27 marca 2011

    Nie potrafię znaleźć słów. Dziękuję, to za mało. Mimo, iż dla każdego z nas spotkanie z ks. Kazimierzem miało inny osobisty wymiar, chyba każdy prędzej czy później doświadczał tego jednego – przez Niego i przez to co robił działał Duch Święty.
    Doświadczenie spotkania z Nim mogę z pełną świadomością wskazać jako jedno z najważniejszych w moim życiu. Był, jest i pozostanie dla mnie punktem odniesienia. Charyzmatyczny kapłan Chrystusa Jezusa a jednocześnie człowiek z krwi i kości. Mówił mi o świętości, ale nie bał się mówić nawet o swojej słabości. Dzięki Niemu z jednej strony doświadczyłem obecności samego Boga w prostych i nadzwyczajnych sytuacjach, z drugiej na swoim przykładzie pokazał mi i uczył wiary trudnej, bez patosu i uniesień, stanowczej i konsekwentnej. Aż do bólu.
    I jeszcze takie moje osobiste spotkania. Pierwsze spotkanie: Skrzatusz, Sejmik – chyba 1992 rok – „Czemu On tak krzyczy w kościele na kazaniu?”. Ten krzyk dotarł do mnie i już został. Do dziś. Jeszcze Czaplinek – nabazgrany przeze mnie ołówkiem krótki list. Jakież było moje zdziwienie nazajutrz: „Który z was to Piotr?” Jednak przeczytał. I tak się jakoś zaczęło. Rekolekcje, oazy modlitwy, KODA, itp. Jeszcze to „magiczne” powiązanie z ks. Blachnickim. Błogosławieństwo animatorskie. Rekolekcje z Nim jako animator. Błogosławieństwo moderatorskie. Droga z Trzcińca do Czaplinka z ponaddźwiękową prędkością. Aż Pan Bóg dawał znać. Sierpniowe dni skupienia dla kilkudziesięciu „przybłędów” ze wspólnoty oazowej z Gryfina. Trzciniec. Wieczorne rozmowy. Tematy, o których nikt więcej oprócz nas nie wiedział. Spowiedź. Modlitwa wstawiennicza. I ta cisza w kaplicy podczas podniesienia. Wiatr wiał gdzie chciał, komu chciał w głowie robił porządek, aż szum było słychać. Skąd przychodził i dokąd podążał? Nie wiem. Wiem, że wiatr szedł przez Niego. Przez Czarnego. I pozwalał nam narodzić się z Ducha.
    To takie moje obrazki z ks. Kazimierzem. Zostają mi na całe życie, zresztą po części ukształtowane przez Niego.

    Dziękuję, księże Kazimierzu.

  27. Piotr Romanicz
    Piotr Romanicz27 marca 2011

    Nie potrafię znaleźć słów. Dziękuję, to za mało. Mimo, iż dla każdego z nas spotkanie z ks. Kazimierzem miało inny osobisty wymiar, chyba każdy prędzej czy później doświadczał tego jednego – przez Niego i przez to co robił działał Duch Święty.
    Doświadczenie spotkania z Nim mogę z pełną świadomością wskazać jako jedno z najważniejszych w moim życiu. Był, jest i pozostanie dla mnie punktem odniesienia. Charyzmatyczny kapłan Chrystusa Jezusa a jednocześnie człowiek z krwi i kości. Mówił mi o świętości, ale nie bał się mówić nawet o swojej słabości. Dzięki Niemu z jednej strony doświadczyłem obecności samego Boga w prostych i nadzwyczajnych sytuacjach, z drugiej na swoim przykładzie pokazał mi i uczył wiary trudnej, bez patosu i uniesień, stanowczej i konsekwentnej. Aż do bólu.
    I jeszcze takie moje osobiste spotkania. Pierwsze spotkanie: Skrzatusz, Sejmik – chyba 1992 rok – „Czemu On tak krzyczy w kościele na kazaniu?”. Ten krzyk dotarł do mnie i już został. Do dziś. Jeszcze Czaplinek – nabazgrany przeze mnie ołówkiem krótki list. Jakież było moje zdziwienie nazajutrz: „Który z was to Piotr?” Jednak przeczytał. I tak się jakoś zaczęło. Rekolekcje, oazy modlitwy, KODA, itp. Jeszcze to „magiczne” powiązanie z ks. Blachnickim. Błogosławieństwo animatorskie. Rekolekcje z Nim jako animator. Błogosławieństwo moderatorskie. Droga z Trzcińca do Czaplinka z ponaddźwiękową prędkością. Aż Pan Bóg dawał znać. Sierpniowe dni skupienia dla kilkudziesięciu „przybłędów” ze wspólnoty oazowej z Gryfina. Trzciniec. Wieczorne rozmowy. Tematy, o których nikt więcej oprócz nas nie wiedział. Spowiedź. Modlitwa wstawiennicza. I ta cisza w kaplicy podczas podniesienia. Wiatr wiał gdzie chciał, komu chciał w głowie robił porządek, aż szum było słychać. Skąd przychodził i dokąd podążał? Nie wiem. Wiem, że wiatr szedł przez Niego. Przez Czarnego. I pozwalał nam narodzić się z Ducha.
    To takie moje obrazki z ks. Kazimierzem. Zostają mi na całe życie, zresztą po części ukształtowane przez Niego.

    Dziękuję, księże Kazimierzu.

  28. Ela
    Ela27 marca 2011

    Kochany Wielki Człowiek…tak bardzo nam Go brakuje….

  29. Ela
    Ela27 marca 2011

    Kochany Wielki Człowiek…tak bardzo nam Go brakuje….

  30. Agata Prabucka
    Agata Prabucka27 marca 2011

    Tak jak piszą wyżej nasi Księża-moderatorzy-On był pierwszy wśród moderatorów.Ojciec Oazowiczów- MOC JEGO SŁOWA, ŁASKA DUCHA I SIŁA MODLITWY PRZEMIENIAŁY ŻYCIE.Księże Czarny -z całego serca dziękuję i nigdy nie zapomnę…

Dodaj komentarz

Anal