Dzień modlitw za zmarłych Rodziców Salezjanów

W czwartek – 25 listopada 2010 roku o godz. 18.00 w naszym kościele zostanie odprawiona Msza święta za zmarłych rodziców salezjanów. Serdecznie zachęcamy wszystkich żyjących rodziców salezjanów i  wszystkich z rodzin salezjanów na tę mszę święta.

W Regulaminach Salezjańskich, w punkcie 76 czytamy: „Salezjanie będą wyrażać swą miłość i wdzięczność współbraciom, krewnym i dobrodziejom powołanym przez Boga do wieczności w indywidualnych i wspólnotowych modlitwach za zmarłych. (…) – za zmarłych rodziców współbraci odprawi się jedną mszę św. w każdym domu 25 listopada, w rocznicę śmierci Matusi Małgorzaty; (…)” Spotkajmy się na tej mszy świętej, aby modlić się za zmarłych i dziękować Bogu za ich piękne życie. Po eucharystii zapraszamy na krótkie spotkanie w sali św. Jana Bosko w domu katechetycznym.

MAMA MAŁGORZATA

„Wszyscy ją nazywali Mamą” To Małgorzata Occhiena z Capriglio d’Asti, matka świętego Księdza Bosko. Wraz z synem kapłanem jest inicjatorką wielkiego dzieła, które dało Kościołowi nową metodę pedagogiczną w dziedzinie chrześcijańskiego wychowania młodzieży. Małgorzata jest przede wszystkim kobietą w pełnym tego słowa znaczeniu. jest jedną z tych matek, które dalekie od zewnętrznego blasku, potrafią roztaczać wokół siebie urok dobroci i miłości. Niepodobieństwem jest zbliżyć się do świętego przywódcy młodzieży, by nie dostrzec u jego boku skromnej postaci jego matki, Ona to bowiem współpracowała z działaniem Bożym, w duszy syna i wycisnęła głębokie znamię na oryginalnym, planie zbawienia, powierzonym mu przez Boga.

Biografem, który opowiedział o życiu Mamy Małgorzaty na podstawie ustnych relacji ks. Bosko był ks. Jan Chrzciciel Lemoyne. W trzydzieści lat po śmierci Małgorzaty ( + 1855 ), w roku 1886 ofiarował księdzu Bosko pierwszą publikację o życiu jego matki.

KOBIETA ROZTROPNA I PEŁNA DOBROCI

Małgorzata przyszła na świat w r. 1783, w skromnej rodzinie wieśniaczej, ciężko doświadczonej niedostatkiem. Piemont po najeździe Austiaków i Rosjan, którzy walczyli o te ziemie z Francuzami przeżywał okres głodu i nędzy. Ciągłe wyprawy rabunkowe i najazdy żołnierzy, niszczenie zbiorów, atmosfera niepewności i lęku – oto rezultaty najazdu wrogów. Już u progu dzieciństwa mała Małgosia spotyka się z cierpieniem: musi wyrzec się wielu rzeczy. Pracuje na roli, pomaga rodzicom w winnicy i na polu.

Wiejskie otoczenie i stykanie się z przyrodą przy pracy na roli rozwijają w niej wrodzone zdolności zastanawiania się, które złączone z modlitwą sprawiają, że w niepiśmiennej dziewczynie dojrzewa głębokie życie wewnętrzne.

Długie rodziny milczenia, jakie niesie ze sobą praca na wsi – w winnicy lub na klepisku – pozwalają Małgorzacie przyzwyczaić się do łączności z Bogiem, do dziecięcej z Nim rozmowy; potrafi odkrywać Jego obecność, wyczuwać dobroć i miłość w warunkach i okolicznościach zwyczajnych, związanych z codziennymi zajęciami. W 24 roku życia poślubiła Franciszka Bosko, wdowca z dziewięcioletnim synem Antonim; chłopiec sprawi jej wkrótce wiele przykrości. Mimo to będzie go kochała z całą miłością matki.

Małgorzata zostaje przyjęta do rodziny Bosko w Becchi, z szacunkiem i zaufaniem, oczekiwana przez podeszłą wiekiem teściową, która jej potrzebuje. Wchodzi do nowego domu, gdzie wszystko jeszcze mówi o obecności pierwszej żony małżonka. Z kobiecą delikatnością i życzliwością zajmuje się Antosiem który posiada naturę butną i oporną. Chłopiec niechętnie przyjmuje fakt narodzenia braci: Józefa i Jana. Nie zniechęca to Małgorzaty, stara się zrozumieć trudny charakter chłopca i wychowywać tę oporną duszę z miłością. Nade wszystko dba o pokój i zgodę w rodzinie. Teściowa znajduje w niej córkę troskliwą i pełną szacunku, która stara się osłodzić ostatnie chwile jej życia dobrocią. W domu Małgorzaty panuje spokój i harmonia tak potrzebna do dobrego wychowania dzieci.

WDOWA W 29 ROKU ŻYCIA

Po przyjściu na świat Józefa i Jana potrzeby rodziny wzrosły. Małgorzata w trudnej pracy na roli stara się wraz z mężem zdobyć środki na utrzymanie rodziny. Tymczasem nowy cios uderza w jej serce. Traci męża, który mimo mocnej budowy ciała zapada na gwałtowne zapalenie płuc. Po krótkiej chorobie umiera. W 29 roku życia Małgorzata zostaje wdową i musi samotnie stawić czoło sytuacji, która mogłaby załamać każdego, kto nie potrafi z ufnością poddać się woli Bożej. Sytuacja Małgorzaty jest ciężka: troje dzieci, teściowa prawie sparaliżowana, dom, pole, wszystko to na jej głowie. Jak podoła tym trudom, gdy na dodatek klęska nieurodzaju, spowodowana suszą, budzi niepokój i pytanie, jak wyżywi rodzinę Małgorzata nie ukrywa przed synami bolesnej rzeczywistości, w której się znajdują. Po śmierci męża Małgorzata żyje oko w oko z widziadłem głodu, który dręczy całą ludność Piemontu. W ciężkiej sytuacji zaufała Bogu. Ufna w pomoc Bożą, robi co może. Głodni i bezdomni tułacze zawsze znajdują u niej słowo pociechy i kromkę chleba. Szczególnie wzruszający jest stosunek Małgorzaty do teściowej. Po śmierci męża Małgorzata traktuje ją jako głowę rodziny. Okazuje jej szacunek jakby własnej matce. Radzi się jej w każdej ważniejszej sprawie. Chetnie poświęca swe własne zdanie i posłusznie poddaje się decyzjom staruszki.

WYCHOWAWCZYNI SYNÓW

Mama Małgorzata mimo przeciwności oraz uciążliwej pracy codziennie, potrafi znaleźć i ofiarować swym synom czas niezbędny by utrzymać z nimi mocne więzy uczuciowe, by poznać do głębi ich usposobienia i kształtować ich charakter. Ta wieśniaczka, oświecona mądrością, która ma swe źródło w uważnym słuchaniu i rozważaniu słowa Bożego, posiada zdolność intuicji, która może zdumiewać najuczeńszych psychologów. Pamiętniki biograficzne księdza Bosko zawierają bardzo interesujące w tej mierze stronice. Ukazują nam Małgorzatę jako „kobietę która nigdy nie podnosiła głosu: była spokojna, uprzejma”, „lubiła porządek i ciszę, była dokładna i roztropna”.

PREWENCYJNY STYL JEJ WYCHOWANIA

To właśnie w szkole Mamy Małgorzaty mały Janek „uczy sie tej przedziwnej słodyczy i tej metody zapobiegania nieporządkom, która czyni wychowawcę panem swych wychowanków”. Ze sposobu wychowania, stosowanego wobec niego przez matkę, ksiądz Bosko wydobędzie syntezę swej metody prewencyjnej, opartej na rozumie, religii i życzliwości. Małgorzata sama wychowuje swoich synów, starając się żeby im nie brakło wpływu, jaki męska obecność ojca mogłaby wywrzeć na kształtowaniu ich charakterów. Odpowiada cierpliwie na ich dziecinne i niekiedy uprzykrzone i natretne pytania. Nie tylko chetnie słuchała, jak ze sobą rozmawiają, lecz pozwalała im rozmawiać do woli, by tą drogą móc poznać wszystkie myśli, jakie nurtowały ich młoociane umysły. Wieczory z Mamą Małgorzatą nigdy sie nie dłużyły. Korzystała z momentów czułej zażyłości ze swymi synami, by zrobić przegląd minionego dnia i w razie potrzeby sprostowac poglądy, podsunąć jakąś myśl, udzielić jakiejś wskazówki.

ŻYCIE W OBECNOŚCI BOGA

Mama Małgorzata może dać wiele swym synom, gdy chodzi o mądrość życiową, ponieważ ofiaruje im własne doświadczenie religijne: przyzwyczaja ich do życia pod okiem Boga. W domach salezjańskich można jeszcze spotkać ten wymowny i znamienny napis: „Bóg Cie widzi”. Wywodzi się on z silnego poczucia obecności Boga, przeżywanego głęboko przez Mamę Małgorzatę i przekazanego przez nią swym synom. To obecność miłości, odnawiana w rozmaitych okolicznościach codziennych poprzez kontakt z przyrodą, która wzywa do niezłomnej pewności, że istnieje Opatrzność, do ufności w Bożą potęgę, do uwielbienia Jego wspaniałych i wielkich dzieł. Świadectwem tego nastawienia wewnętrznego jest fakt, że skromna wieśniaczka z Becchi nie czyni ze swej modlitwy jedynego momentu rozmowy z Bogiem, lecz że jej „trwanie” w obecności Boga wynika z ofiarowania przez nią całego dnia Bogu. Matka Świetego, na wzór Matki Jezusa, prawie zawsze towarzyszy swemu dziecku na drodze poświęcenia. W momencie trudnym dla Kościoła, w okresie zaciekłej „nagonki na księży” i bezczelnej propagandy antyklerykalnej, Małgorzata jest ostentacyjnie szczęśliwa, że ma syna zdążającego do kapłaństwa. Co więcej, podtrzymuje go ze wszystkich swych sił swoją mądrością, swym przykładem, swoją modlitwą.

WSPÓŁPRACOWNICA SYNA

Ksiądz Bosko dochodzi do kapłaństwa. Dla niego Małgorzata nie jest tylko matką, lecz doradczynią, dobra przyjaciółką gotową nawet opuścić swój dom, pełen wspomnień i przywiązania, by pójść natychmiast za nim i wdać się w jego przygodę z chłopcami ubogimi i opuszczonymi. „Moja matka jest święta. Mogę jej zrobić te propozycję”. I Małgorzata mając 56 lat zostawia zaraz wszystko i przenosi sie na stałe na Valdocco, w podejrzaną okolicę podmiejskiej dzielnicy, gdzie jej syn otacza opieką opuszczone dzieci biedoty. Małgorzata włącza się w posłannictwo syna, wychodząc z nim na spotkanie czegoś nieznanego i niepewnego, w prowizorycznym domu, w szopie Pinardiego, w której wszystkiego brakuje. małgorzata uczestniczy w trudach apostolskich swego syna, podziela kłopoty, radości i nadzieje. Ksiądz Bosko często zasięga jej rady.

MATKA SIEROT

Ksiądz Bosko jest ciągle bez środków i bez jutra. Lecz wszyscy u jego boku trwają w synowskiej ufności ku Wspomożycielce. Wiedzą bowiem na pewno, że Ona jest natchnieniem i przewodniczką rodzącego się dzieła. Małgorzata widzi namacalnie znaki obecności Maryi i wcale sie temu nie dziwi; żyje przecież pod hasłem: „u Boga wszystko jest możliwe”, które jej pozwala chodzić bezpiecznie i z ufnością patrzeć w przyszłość. Do drzwi domu i do serca księdza Bosko co dzień pukają nowi chłopcy, szukający życzliwości, spokoju i pracy. Chłopcy zbłąkani, napływają gromadami, nie wiadomo skąd. Lecz Małgorzata gotowa ich przyjąć z macierzyńską dobrocią i o każdej porze. Niejeden, nocując na strychu zamienionym w sypialnię, ulatnia się z kołdrą czy kocem. Inni z Oratorium na Valdocco odnajdują rodzinę: odnajdują w księdzu Bosko ojca, a w Małgorzacie – matkę, która wieczorem otula ich kołdrą i życzy im „dobranoc”.

UBÓSTWO DOBROWOLNE I UMIŁOWANE

Ubóstwo Oratorium na Valdocco jest przysłowiowe, stanowi już ono pewien styl życia. Małgorzata czuje się doskonale i śpiewa: „Biada światu, jeśli sądzi, żeśmy biedni i bez grosza!” Zresztą, kilka lat przedtem, na wiadomość, że synowi, świeżo wyświęconemu na kapłana, zaproponowano stanowisko kapelana u jakiegoś genueńskiego wielmoża, oburzyła się: „Mój syn w pańskim domu?”.

PIERWSZA PRACOWNIA

Kiedy wzrosła liczba chłopców przyjętych do internatu i pod opiekę księdza Bosko, zobowiązuje on Małgorzatę, by prosiła o pomoc ofiarne kobiety. Wśród nich jest Teresa, matka kleryka Rua. Są tam zarówno kobiety z ludu jak i szlachetne damy dworu, które udają sie do Oratorium, by przyłożyć ręce do prania, naprawy i utrzymania w porządku odzieży chłopców. Powstaje w ten sposób na Valdocco pierwsza pracownia, a Mama Małgorzata opiekuje się nią i daje przykład wzorowej pracowitości salezjańskiej: rece przy pracy, a serce przy Bogu.

CIERPLIWA PONAD WSZELKĄ MIARĘ

Dla zaspokojenia potrzeb kuchni ksiądz Bosko postanawia, że pewna część terenu zostanie „strefą wolną”, przeznaczoną wyłącznie na uprawę warzyw; nie wolno tam zatem zapędzać się chłppcom, którzy rozhukani na rekreacji, do góry nogami przewracają wszystko, co przeszkadza im w zabawie. Pewnego dnia Mama Małgorzata musi patrzeć bezradnie na doszczętną ruinę. Podczas „wielkich manewrów” urządzonych dla chłopców, którzy bawiąc się w wojnę pod wodzą byłego oratoriana, strzelca Józefa Brosio, ogród zostaje całkowicie zniszczony. Małgorzata nie może powstrzymać się od łez; ogródek był jednym z nielicznych zasobów nieodzownych do życia. Poczciwej mamie opadają ręce. Ten łobuzerski wyczyn nie jest pierwszym ani nie będzie ostatnim. Ksiądz Bosko wpatruje sie w oblicze swej matki. Wzruszony, bez słowa ukazuje jej krzyż, który wisi na ścianie. Małgorzata patrzy. Oczy jej napełniają się łzami: „Masz słuszność! Masz słuszność!” – szepcze. I wraca do swych zajęć!

DLA KAŻDEGO „TRAFNE” SŁOWO

Małgorzata ma dla wszystkich słowo trafne, szczere, wypowiedziane w stosownym momencie i tak skuteczne, że w tym, kto je słyszy, pozostawia niezatarte wspomnienie. Często uczniowie rzemieślnicy wracali z pracy zmęczeni i wyczerpani naganami i mordęgą. Mama Małgorzata zabiega o ich zaufanie, aby im dopomóc w ocenie sytuacji oczyma wiary i miłości. W ten sposób przywraca im równowagę ducha i pokój wewnętrzny. W latach 1849-50 ponad czterdziestu chłopców przebywa w Oratorium, a również klerycy z archidiecezji turyńskiej i z Piemontu, gdyż Seminarium jest zajęte przez rząd. Małgorzata jest dla wszystkich doskonałą kucharką i tropskliwą szatniarką; przede wszystkim jednak jest matką dla młodych kandydatów do Ołtarza.

JEJ DUCHOWA MODLITWA

 Cora z bardziej wytżona praca nie przeszkadzała jej w zachowaniu wewnętrznego milczenia, owszem sprzyjała rozmowie z Bogiem. Poprzez prostą i samorzutną modlitwę potrafi kierować swym życiem. Prośba: „Święć się imie Twoje. Przyjdź Królestwo Twoje. Bądź wola Twoja” z chwili na chwilę zamienia się w konkretne czyny jej życia w dążeniu do nieba. Nie traci jednak przy tym z oczu rzeczywistości, w której żyje, ani też momentu obecnego, który jej ofiaruje Opatrzność, aby je wypełniła po brzegi miłością bezwarunkową, pokorną i wierną. Podobnie jak ksiądz Bosko, ma serce gorejące chwałą Bożą. Jej codzienne poświęcenie jest pogrążone w milczeniu i prześwietlone radością: „Moja matka była zawsze wesoła” – stwierdza ksiądz Bosko. Małgorzata nie rzucała się w oczy, żyła na uboczu, w cieniu swego syna. Pracowała i modliła się nieustannie, nie myśląc o swej starości i zmęczeniu. Nie pracowała dla uznania ludzkiego. Owszem, miała stary zwyczaj pomysłowego ulatniania się, aby jej obecność nie sprawiała jakichś kłopotów dziełu księdza Bosko, szczególnie kiedy władze kościelne lub państwowe przychodziły zwiedzić Oratorium.

NA USŁUGACH WSZYSTKICH

Małgorzata zajmując się wszystkimi chłopcami serdecznie jak matka i potrafi wydać o każdym z nich rzetelną opinię. Wyczuwa od pierwszego spojrzenia, że Dominik Savio jest chłopcem wyjątkowym. Mówi do księdza Bosko: „Masz tutaj wielu dobrych chłopców, ale żaden z nich pieknością serca i duszy nie przewyższa Dominika Savio. Widziałam go, jak się modlił. Zachowuje się w kościele jak anioł”.

SZUKAJ CHWAŁY BOŻEJ!

Mając 68 lat życia Małgorzata jest jeszcze sercem domu na Valdocco i duszą wszystkiego. Nie ma ofiary, której by się nie podjęła. Rok 1856 jest rokiem chłodnym. Zima jest surowsza niż zwykle, i w Oratorium wydziela się wszystko według miary, nawet opał. W listopadzie Małgorzata zapada na zdrowiu. Gwałtowne zapalenie płuc, osłabia jej organizm wyczerpany trudami. Ksiądz Bosko nie opuszcza jej ani na chwilę. Nawet w przenikliwych cierpieniach swej choroby. Małgorzata ma jeszcze dość siły, by udzielić Janowi wskazań i rad: „Nie swzukaj wytworności ani blasku w twoich dziełach; szukaj chwały Bożej, a rzeczywiste ubóstwo uważaj za podstawę. najskuteczniejszym nauczaniem jest spełnianie najpierw przez siebie tego, co polecamy innym. Twoja rodzina niech trwa nadal w swym stanie ubóstwa, to im przyniesie wiele dobrego”. Dnia 25 listopada żałoba ogarnęła Oratorium. Wraz z księdzem Bosko płaczą chłopcy, którzy znaleźli w Małgorzacie matkę i przyjaciółkę, której wystarczyło ukazać jak na dłoni swe serce, by nabrać zapału do pracy na drogach Bożych.

(fragmenty książki:  „Mama Małgorzata” – Maria Rampini CMW, Piła 1992 r.)